Marsz turecki
Erdoğan wie, że Europa potrzebuje Turcji. Rachunek? Mamy milczeć, gdy on gwałci demokrację
1 kwietnia 2025
9 minut czytania
Europa wciąż jest więźniem swoich wyobrażeń o Turcji czekającej grzecznie w poczekalni do Unii Europejskiej. Turcji, która nie ma wyjścia i musi podążać za nami w drodze do nowoczesności i dobrobytu. I która w ramach nowego porządku międzynarodowego stanie po „naszej” stronie. Ale takiej Turcji już dawno nie ma.
„Czy przybył już poseł z Lechistanu?” – znają państwo zapewne tę legendę. Nie tak dawno obchodziliśmy jubileusz 500 lat relacji dyplomatycznych z Turcją i Imperium Osmańskim. Wcześniej – 300. rocznicę najdłuższego pokoju w Europie, ciągnącego się od traktatu karłowickiego z 1699 r. W Polsce żywa jest wciąż legenda o Turkach jako o „szlachetnym przeciwniku”. Sułtan Murat II był ponoć wstrząśnięty, na granicy płaczu, gdy się okazało, że wbrew rozkazom jego podwładny ściął głowę polsko-węgierskiego króla Władysława pod Warną. Walczyliśmy ze sobą krwawo, ale honorowo… A kiedy zabrakło Rzeczpospolitej, Imperium nie uznało tego faktu i wytrwale czekało na posła z Lechistanu.
Rata za przychylność
Polityka
14.2025
(3509) z dnia 01.04.2025;
Świat;
s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Marsz turecki"