Świat

Marsz turecki

Erdoğan wie, że Europa potrzebuje Turcji. Rachunek? Mamy milczeć, gdy on gwałci demokrację

9 minut czytania
Dodaj do schowka
Usuń ze schowka
Wyślij emailem
Parametry czytania
Drukuj
Europa potrzebuje Turcji w sprawie Ukrainy, rozmów z Rosją, przyszłych zbrojeń oraz bezpieczeństwa kontynentu. 2 Europa potrzebuje Turcji w sprawie Ukrainy, rozmów z Rosją, przyszłych zbrojeń oraz bezpieczeństwa kontynentu. Murat Cetinmuhurdar/Anadolu / Getty Images
Europa wciąż jest więźniem swoich wyobrażeń o Turcji czekającej grzecznie w poczekalni do Unii Europejskiej. Turcji, która nie ma wyjścia i musi podążać za nami w drodze do nowoczesności i dobrobytu. I która w ramach nowego porządku międzynarodowego stanie po „naszej” stronie. Ale takiej Turcji już dawno nie ma.

„Czy przybył już poseł z Lechistanu?” – znają państwo zapewne tę legendę. Nie tak dawno obchodziliśmy jubileusz 500 lat relacji dyplomatycznych z Turcją i Imperium Osmańskim. Wcześniej – 300. rocznicę najdłuższego pokoju w Europie, ciągnącego się od traktatu karłowickiego z 1699 r. W Polsce żywa jest wciąż legenda o Turkach jako o „szlachetnym przeciwniku”. Sułtan Murat II był ponoć wstrząśnięty, na granicy płaczu, gdy się okazało, że wbrew rozkazom jego podwładny ściął głowę polsko-węgierskiego króla Władysława pod Warną. Walczyliśmy ze sobą krwawo, ale honorowo… A kiedy zabrakło Rzeczpospolitej, Imperium nie uznało tego faktu i wytrwale czekało na posła z Lechistanu.

Polacy mają zgubną tendencję projekcji swojej perspektywy na innych. A Turcja przez te wszystkie wieki służyła za dowód, że nie tylko my mamy romantyczną wizję świata (Bóg, honor, ojczyzna), że nie jesteśmy jedynymi naiwnymi. A przecież te setki lat pokoju polsko-tureckiego nie wynikały z jakiejś szczególnej więzi, duchowego braterstwa, lecz z faktu, że oba niegdysiejsze mocarstwa (regionalne) pogrążyły się w kryzysie i nie wchodziły sobie w drogę z powodu własnej słabości.

Rata za przychylność

„Poseł z Lechistanu” w końcu przybył. 12 marca premier Donald Tusk odwiedził Ankarę, gdzie spotkał się z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem. Przyjechał nie tylko w imieniu Polski, ale też całej Europy, która liczy na to, że „szlachetna” Turcja, w obliczu rozpadu porządku międzynarodowego (pod ciosami Władimira Putina i Donalda Trumpa), stanie teraz po stronie Starego Kontynentu. A Europa potrzebuje Turcji w sprawie Ukrainy, rozmów z Rosją, przyszłych zbrojeń, bezpieczeństwa kontynentu.

Te oczekiwania wynikają z przeświadczenia, że Turcja podobnie jak my postrzega rosyjskie zagrożenie.

Polityka 14.2025 (3509) z dnia 01.04.2025; Świat; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Marsz turecki"

Oferta powitalna

4 zł za tydzień
przez miesiąc rok

Płatność 16 zł co 4 tygodnie przez pierwszy rok.
Później 24 zł co 4 tygodnie.

Kup dostęp
Rezygnujesz, kiedy chcesz
Oferta dla nowych subskrybentów
Zobacz inne oferty
Reklama