Spór wokół „I’m Still Here”, pierwszego oscarowego filmu w historii Brazylii, uzmysławia, że historia przemocy w nim ukazana jeszcze się nie skończyła.
Oto obraz szczęśliwej rodziny. Kochająca się para, pięcioro dzieci, wielkie mieszkanie w luksusowej dzielnicy Rio de Janeiro. Słońce, plaża, morze. Gwar domostwa pełnego dzieci, przyjaciół i znajomych. Beztroska. Idylla się kończy, gdy pewnego dnia kilku policjantów po cywilnemu w środku dnia zabiera ojca rodziny. Sugerują, że chodzi o przesłuchanie na komisariacie. Jednak my, widzowie, od początku czujemy, że to coś poważniejszego – i że mężczyzna raczej na noc nie wróci. To Rubens Paiva, znany w Brazylii lewicowy polityk i kongresmen, sprzeciwiający się wojskowej dyktaturze. Jest rok 1971 – rządy kolejnych generalskich junt trwają od 1964 r. Paiva nie wraca na noc – ani tę pierwszą, ani następne. Znika bez śladu – jak setki działaczy i aktywistów tamtego czasu.
Jego żona, Eunice, również jest przesłuchiwana. Spędza kilkanaście dni w obskurnej celi bez kontaktu ze światem zewnętrznym (co się dzieje z dziećmi?). Nie była zamieszana w politykę, niewiele wie o działalności męża. Szczęśliwie unika tortur fizycznych. Po wyjściu z aresztu musi na nowo zbudować życie swoje i rodziny. Nadzieja na powrót męża stopniowo gaśnie, Eunice przeprowadza się do São Paulo, choć wciąż próbuje się dowiedzieć, czy Rubens żyje, a potem – już w czasach demokracji, półtorej dekady później – domaga się potwierdzenia, że państwo brazylijskie „zniknęło” jej męża.
Hołd
Tę historię opowiada Walter Salles w filmie „I’m Still Here” (port. „Ainda estou aqui”, Wciąż tu jestem), który 2 marca dostał Oscara dla najlepszego obrazu międzynarodowego. To pierwsza opowieść o czasach dyktatury w Brazylii (1964–85), która przebiła się do masowej widowni. Znajomy Brazylijczyk, który przeszedł piekło tortur, powiedział mi kilka tygodni temu, że po raz pierwszy tak liczna publiczność w Brazylii dowiaduje się o tym, co działo się za murami aresztów i więzień.
Polityka
11.2025
(3506) z dnia 11.03.2025;
Świat;
s. 54
Oryginalny tytuł tekstu: "Ślady na ekranie"