Liberation Day, czyli Trump rusza na wojnę handlową z całym światem
Rollercoaster, na jaki światową gospodarkę posadził Donald Trump, nie zwalnia. Prezydent USA – jak zapowiadał – bawi się w najlepsze, a najlepszą zabawką, jak wiadomo, są cła. Wiec nieustająco słyszymy, że wprowadzi cła na to, na tamto albo na wszystko. Od dziś, za tydzień, za miesiąc wprowadzi, ale zaraz odwoła, wszystko już było, a to przecież dopiero trzeci miesiąc. Bo Chiny, bo Kanada i Meksyk, bo Unia Europejska, a w końcu – bo cały świat musi solidnie zapłacić za możliwość eksportowania swoich towarów do USA. I za to, że wcześniej tych ceł nie płacił, bo poprzedni prezydenci o tym nie pomyśleli.
Cła, czyli metoda maszyny losującej
„Przez DEKADY byliśmy oszukiwani i wykorzystywani przez wszystkie narody na świecie, zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Teraz nadszedł wreszcie czas, aby dobre stare USA odzyskały część tych PIENIĘDZY i SZACUNKU. NIECH BÓG BŁOGOSŁAWI AMERYKĘ!!!”, zakomunikował Donald Trump w swoim emocjonalnym stylu, na swoim profilu w swoim (prywatnym) serwisie społecznościowym TruthSocial, zapowiadając, że ogłosi plany taryfowe.