Psychobiznes
Patologie psychobiznesu, czyli jak celebryci z sieci „kształcą” terapeutów. Tu chodzi o kasę
Dlaczego prosta i absolutnie konieczna regulacja, która powinna ujarzmić obecną patologię w działalności psychoterapeutycznej w Polsce, ustanowić prawo chroniące zarówno pacjentów, jak i świadczeniodawców, od dziesięcioleci nie może wyjść poza konsultacje? Dlaczego będzie gorzej, niż jest, jeśliby złożony w lutym tego roku do Sejmu projekt został uchwalony?
W mojej ocenie zasadnicze znaczenie ma tu sprawa – mówiąc potocznie – walki o kasę. I to nie tyle tej drenowanej z kieszeni pacjentów, którzy poddają się psychoterapii, ile przychodów, jakie daje prowadzenie rozmaitych szkółek i kursów rzekomo przygotowujących adeptów tego zawodu.
Przecież mam papier!
Oto prosty przykład – anons jednej z wielu autorskich szkół psychoterapii. Osoba ją powołująca jest nieco znana socialowo i zbija spory kapitał na parapsychologicznych komentarzach. Dzierży nie tylko tytuł zawodowy magistra psychologii, ale również uprawnienia psychoterapeutyczne nadane przez prestiżowy ośrodek kształcenia w tym fachu.