Drugiego kwietnia Sejm pochyli się nad informacją Rady Języka Polskiego (RJP) na temat stanu ochrony naszej mowy. Przy okazji posłowie zajmą się również kondycją samej Rady, bo to istniejące od 28 lat ciało nie tylko nie dorobiło się budżetu, ale od lat właściwie bieduje. Zebrania odbywają się kątem w Polskiej Akademii Nauk. Udaje się znaleźć pieniądze na delegacje dla członków Rady przyjeżdżających z całej Polski, ale i oni często podróżują na własny koszt.
Ustawa o języku polskim z 1999 r. z RJP uczyniła coś na kształt strażnika polszczyzny. Ustawodawca uznał, że zapłatą za to wszystko będzie głównie prestiż. – Rada od samego początku działa społecznie. I chciałabym jasno powiedzieć, że żaden z 36 członków Rady nie oczekuje pensji. Piszemy setki analiz, tworzymy wielkie projekty, jak opracowanie reformy ortografii, i mamy wiele innych obowiązków. A jednocześnie zmagamy się z tym, żeby utrzymać jednego pracownika na etacie, i to za pieniądze poniżej kwalifikacji i wykształcenia tej osoby. O zaspokojeniu innych potrzeb nie mówiąc – mówi Katarzyna Kłosińska, przewodnicząca RJP.