Koniec kariery Marine Le Pen? Klęska komisji ds. Pegasusa. 5 tematów na dziś
1. Skazana Marine Le Pen
Najbardziej znana francuska polityczka skrajnej prawicy i nieformalna liderka Zjednoczenia Narodowego (daw. Front Narodowy) Marine Le Pen została uznana winną sprzeniewierzenia środków z Parlamentu Europejskiego. Ten wyrok może pozbawić ją szans na prezydenturę w 2027 r. Decyzja o skazaniu Francuzki, ośmiorga innych członków PE oraz 12 asystentów, którzy usłyszeli zarzut niszczenia dowodów i zacierania śladów przestępstwa, zapadła w poniedziałek rano.
Oskarżenie dotyczy czasów, gdy Le Pen była deputowaną do europarlamentu (2004–17). Miała wówczas zatrudniać asystentów, których wynagrodzenie było wypłacane z brukselskiej kasy, chociaż pracowali dla partii. Chodzi o blisko 3 mln euro. Najwyższy wymiar kary, jaki grozi Le Pen, to pięć lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, pięcioletni zakaz sprawowania urzędów publicznych oraz 100 tys. euro kary – jeśli przegra także w apelacji, którą zapewne złoży. Przez całą rozprawę Le Pen kręciła głową z niedowierzaniem. Nie została w sali, by usłyszeć wyrok. Więcej w tekście Mateusza Mazziniego.
2. Zbigniew Ziobro nie trafi do aresztu
Sąd nie wyraził zgody na areszt dla Zbigniewa Ziobry. Domagała się go sejmowa komisja śledcza ds. afery Pegasusa.
Po zbadaniu sekwencji zdarzeń w dniu, gdy policja doprowadziła Ziobrę do Sejmu, zabierając go z Telewizji Republika, sąd ocenił, że komisja wiedziała, że został zatrzymany i jest wieziony na miejsce. Mogła go przesłuchać, ale z tego zrezygnowała. W tych okolicznościach nieprzesłuchanie Ziobry nie może być podstawą aresztowania.
„Tak się kończy nadużywanie narzędzi przymusu, jakim w tej sprawie miało być pozbawienie wolności Ziobry na 30 dni w celu umożliwienia przesłuchania. Wprawdzie orzeczenie nie jest prawomocne i przewodnicząca komisji śledczej Magdalena Sroka już zapowiedziała odwołanie, ale – przynajmniej na razie – można powiedzieć, że komisja poniosła sromotną klęskę, i to na własne życzenie”, komentuje Ewa Siedlecka.
3. KOWR jak Fundusz Sprawiedliwości
Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR) jest firmą bogatą, jego roczny budżet, według Najwyższej Izby Kontroli, wynosi ok. 3 mld zł. To ogromna kasa, którą nie trzeba się dzielić z budżetem państwa. Pieniądze pochodzą m.in. z opłat dzierżawnych za uprawianie państwowych gruntów lub z ich sprzedaży. PiS wymyślił, jak się do nich dobrać.
KOWR powoływał do życia spółki będące jego własnością. Dwunastu takim podmiotom przyjrzała się NIK. Oceniała ich działalność w latach 2020–23, czyli do końca rządów PiS. Niektóre z nich, choć teoretycznie nadzorowane były przez właściciela, czyli KOWR, potrafiły w trzy lata pomnożyć straty... stokrotnie. Trzeba było je zlikwidować, ale mimo to tworzono nowe, żeby wesprzeć polskie rolnictwo. W ciągu trzech lat zmarnowano pół miliarda złotych.
Wszystkie spółki, których właścicielem był KOWR, zarządzane były bez żadnej koncepcji i nadzoru. Zdaniem Jacka Kozłowskiego, wiceprezesa NIK, działały jak Fundusz Sprawiedliwości czy Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych. Bez żadnej kontroli, choć pieniądze były publiczne. O kulisach pisze Joanna Solska.
4. Manowska naje się wstydu
Jak poinformował nas Artur Woźniak, kierownik Działu Prawnego Biura Rady Doskonałości Naukowej, na posiedzeniu prezydium RDN zapadła decyzja (przy sześciu głosach za, sześciu przeciw i dwóch wstrzymujących się) odmawiająca wystąpienia do prezydenta z wnioskiem o nadanie Małgorzacie Manowskiej tytułu profesora nauk społecznych w dyscyplinie „nauki prawne”.
Nad Małgorzatą Manowską zawisły czarne chmury. Ma całą serię spraw w prokuraturze, przed izbą dyscyplinarną SN i sądem cywilnym, a profesury na pocieszenie raczej nie będzie. Manowska zaryzykowała i teraz naje się wstydu – komentuje Jan Hartman.
5. Zbrojenie Europy: nie ma wyboru
Kraje Unii Europejskiej gnają, by wyprzedzić coś, co postrzegają jako nieuchronność: wycofanie się USA z obrony naszego kontynentu. Druga prezydentura Donalda Trumpa nie jest tylko pobudką, brzmi jak wielki i głośny dzwon, którego echo słychać od Atlantyku po Ukrainę.
Czy pieniądze obronią Europę? – pyta Marek Świerczyński. 800, 650, 150 mld euro „z Unii” albo 26 mld zł z polskiego KPO – co te sumy oznaczają i czy cokolwiek ważnego z nich wyniknie dla obrony Europy? Powołany jesienią, po miesiącach politycznych targów, komisarz ds. obronnych Andrius Kubilius nadal niewiele wie o meandrach zamówień obronnych i siłach rządzących przemysłem zbrojeniowym. Wierzy za to w siłę historycznego momentu. I że odwrotu nie ma, bo inaczej całej Europie grozi porażka.