Sędzia D’Hondt
D’Hondt, czyli jak się ułożyć, by pokonać PiS. Wyjaśnia Marek Borowski
Temat wspólnej listy opozycji demokratycznej w nadchodzących wyborach nieustannie „pojawia się i znika”, niczym Józek z piosenki grupy Bajm. Niby wszyscy wiedzą, że przy obecnych słupkach sondażowych (a to nie musi się zmienić) tylko koalicje wyborcze mogą odsunąć PiS od władzy, ale użytek z tej wiedzy niewielki. Donald Tusk jest za, ale się nie upiera, PSL przeciw i proponuje dwa bloki wyborcze, Polska 2050 krzywi się, ale nie mówi, czego chce, a Lewica taktycznie milczy. I tak to się kręci ten chocholi taniec, a czas upływa. I teraz wyobraźmy sobie, że Kaczyński „wywraca stolik” i wrzuca do Wysokiej Izby wniosek o samorozwiązanie Sejmu (zresztą nie musi wrzucać, bo od pół roku w „zamrażarce” leży taki właśnie, zdecydowanie przedwczesny, wniosek PSL – wystarczy go więc wyciągnąć). Opozycji trudno będzie głosować przeciw (przecież ten zły rząd nie powinien dłużej rządzić), może co najwyżej starać się odsunąć trochę głosowanie.