Nieskończoność (a przez to i skończoność) była obsesją filozofii epoki pokartezjańskiej.
W pięknej „Pieśni o narodzeniu Pańskim”, czyli w kolędzie „Bóg się rodzi”, jej autor, Franciszek Karpiński wygłasza teologiczną, a może raczej filozoficzną formułę „ma granice Nieskończony”. To rzadki przypadek, by pod strzechami, dokąd szybko trafił ten wyrafinowany hymn na cześć Bożego Narodzenia, gościły treści metafizyczne, i to nie w formie legend i mitów, lecz w postaci ściśle intelektualnej. Nie jestem wierzący, aczkolwiek metafizyczny ładunek religii cenię i doceniam. Przyjmijcie więc, proszę, od niedowiarka, drobny świąteczny upominek w postaci komentarza do wiersza Karpińskiego.
Polityka
51/52.2018
(3191) z dnia 18.12.2018;
Felietony;
s. 141