Zostawienie jasnych dyspozycji i „ład w papierach” to szansa, by zachować dłuższy niż życie wpływ na codzienność naszych bliskich, na trwanie naszego dorobku i majątku.
Na co dzień o tym nie myślimy, odkładamy na później. Tak jakby spisywanie testamentu miało przywołać śmierć. Gdy jednak nasz czas nagle i drastycznie zaczyna się kończyć, formalności, których nie dopilnowaliśmy, zaczynają ciążyć naszym bliskim. Co zatem zrobić, by w miarę bezproblemowo mogli odziedziczyć to, co im po nas zostanie?
Gdy medycyna przestaje leczyć, zaczyna podtrzymywać. Wola pacjenta nie ma jednak znaczenia, górę bierze strach: lekarzy, polityków, rodzin.
Spokojna śmierć wśród rodziny – nagroda za dobre życie. W szpitalu też może być – opiekowali się do końca. W samotności – wieś zapamięta, że tu leży człowiek biedny.
Ludziom, którzy odchodzą, nie potrzeba dodatkowego ciężaru, tylko tego, żebyśmy ich wsparli duchowo. Powinna być w tym również radość – mówi Aleksandra Kutz, reżyserka filmu dokumentalnego „Jeszcze zdążę”, który towarzyszy kampanii społecznej „Ostatnie chwile szczęścia” organizowanej przez Puckie Hospicjum, partnera naszej akcji „Odchodzić po ludzku”.
Dotknęłam tematu śmierci, żeby chciało się wam bardziej żyć – mówi o filmie „Jeszcze zdążę” jego reżyserka i scenarzystka Aleksandra Kutz.
Wolontariusze w hospicjum towarzyszą chorym do ostatniej chwili. Jak można dobrowolnie wejść do tego świata?
Na własnej skórze przekonałem się, że człowiek w momencie odejścia bliskiej osoby jest w wielu aspektach po prostu pozbawiony wolności wyboru – mówi Jan P. Matuszyński, reżyser dramatu „Minghun”.
Państwo w żaden sposób nie pomaga w opiece nad starymi niedołężnymi rodzicami. Polki – bo najczęściej to kobiety się nimi zajmują – zostają ze wszystkim same. Oto dramatyczna historia jednej z wielu.
Ludzie kultury przekonują z rozmachem i inwencją o tym, że nasze problemy nie kończą się po śmierci. A w Polsce, kraju Nagrobków, powstał nawet artystyczny album z ostatnimi życzeniami.