To miała być wizyta przyjaciela, który wprawdzie w wielu sprawach może pomóc, ale też dyktuje warunki: damy wam, jeśli najpierw wy nam dacie. Główny oskarżyciel Trybunału do spraw zbrodni w byłej Jugosławii Carla Del Ponte przyjechała do Belgradu, by uzyskać od tamtejszych władz zapewnienie rychłego przekazania do Hagi Slobodana Miloszevicia oraz innych poszukiwanych listem gończym przywódców serbskich. Prezydent Kosztunica zdecydowanie odmówił.
Wygląda to na ponury kaprys historii: gdy Jugosławia w wielkim tempie demokratyzuje się i otwiera, nie ma pewności, czy w ogóle przetrwa jako państwo. Już dziś jest krajem po trosze wirtualnym: wchodząca w skład federacji Czarnogóra niezmiennie podkreśla chęć opuszczenia związku. Czarnogórski prezydent nie tylko zbojkotował przełomowe wybory, ale także nie uznaje prezydentury Vojislava Kosztunicy. Milo Dziukanović nie mówi nawet o nim publicznie – prezydent, lecz pan Kosztunica.
Brakuje tu wszystkiego: pracy, pieniędzy, prądu, nawet wody w rzekach. Ale obywatele znoszą te niedogodności ze spokojem, bo pozbyli się największego utrapienia – rządów Slobodana Miloszevicia i jego partii. Zwycięstwo wyborcze Demokratycznej Opozycji Serbii (DOS) jest miażdżące.
Kiedy niespełna trzy miesiące temu Vojslav Kosztunica odebrał władzę Slobodanowi Miloszeviciowi, wydawało się, że epoka jugosłowiańskiego dyktatora skończyła się raz na zawsze. Jugosławia szybko wyszła z międzynarodowej izolacji, a Zachód obiecał pomoc finansową. Tyle że na scenie politycznej znów pojawił się Miloszević i w dodatku zapowiada powrót do władzy.
W Kosowie, zaraz za granicą macedońską, kontrolowaną tego dnia przez Polaków i Niemców – nowe braterstwo broni? – albańscy chłopcy bawią się w wojnę karabinami skleconymi z patyków. Nie rzucą ziemi, skąd ich ród. Belgrad jest daleko, tu sprawy toczą się po swojemu.
Telewizja przestała kłamać z dnia na dzień, w gazetach piszą prawdę, nikt nie zagłusza radia Index i wyłączono podsłuch w telefonach. To sporo jak na pierwszych kilkanaście dni demokracji. Ale Serbowie i tak zaczynają mówić, że prezydent traci czas, a ich bierze cholera.
Po raz pierwszy od wielu lat serbska opozycja czuje się zjednoczona i silna. Po raz pierwszy wszystkie jej działania są profesjonalne i przemyślane. Nie ma kłótni ani przepychanek. Po raz pierwszy udało się nakłonić do nieposłuszeństwa cały kraj.
Vojislav Kosztunica. Prezydent Federacyjnej Republiki Jugosławii
O wojnie w Czarnogórze mówi się od czasu konfliktu w Kosowie. Przez ponad rok władze w Podgoricy igrały z ogniem, deklarując chęć opuszczenia jugosłowiańskiej federacji, znosząc wizy dla obcokrajowców (mimo ich obowiązywania w Jugosławii), prowadząc rozmowy z serbską opozycją, a nawet organizując własną armię. W końcu zareagowała druga strona – zdominowany przez Serbów parlament Jugosławii przyjął projekt zmian w konstytucji, zgodnie z którym Czarnogóra faktycznie przestaje być republiką i staje się podległym Belgradowi okręgiem.