Jak osądzić tych, którzy zabijali albo współuczestniczyli w szaleństwie zabijania? W Rwandzie sądy praktycznie przestały istnieć. Sędziowie sprzed plemiennej rzezi i wojny domowej 1994 r. zostali zamordowani lub sami oskarżeni o współudział w zbrodni. Zdecydowano się na bezprecedensowe rozwiązanie.
Słowo ibuka brzmi w Rwandzie jak rozkaz: Pamiętaj! Nie zapomnij o milionie braci, którzy zginęli od maczet. To także nazwa organizacji upamiętniającej poległych w chaosie ludobójstwa.
Ciągle trudno w to uwierzyć: w ciągu dziesięciu tygodni wymordowanych zostało 800 tys. niewinnych ludzi. Najszybciej chcą zapomnieć o tej masakrze ci, którzy dziesięć lat temu nie kiwnęli palcem, aby jej zapobiec.
Siostry nie przyznają się do winy. Cywilny sąd w Belgii, gdzie od lat przebywają, może mieć inne zdanie i skazać rwandyjskie benedyktynki nawet na dożywocie. Byłby to ciężki cios dla Kościoła, leczącego do dziś głębokie rany po masakrze sprzed siedmiu lat. W niewielkiej Rwandzie zwanej Krainą Tysiąca Wzgórz zginęło wtedy co najmniej pół miliona ludzi.
Syn Sławomira Tomczaka ma dwa i pół roku. Kiedy ogląda fotografie czarnoskórej dziewczyny i chłopca, ojciec mówi mu, że to Tosia i Eryk, jego siostra i brat, którzy mieszkają w Afryce.