Od 10 lat rolnicy narzekają, że skazano ich na wymarcie, protestują, blokują, okupują. Rządy się zmieniają, czas płynie, a wieś polska jaka była taka pozostała. Zmarnowaliśmy te lata spychając reformę w rolnictwie na dalszy plan. Ale to samo mogą powiedzieć górnicy, służba zdrowia, nauczyciele. Różnica jest chyba tylko taka, że w rolnictwie naprawia się błędy jeszcze dłużej niż w innych dziedzinach: nawet kilkanaście lat. Wpierw należy jednak dobrze zdefiniować te błędy, a z tym są kłopoty. Np. najnowsze blokady rolnicze przejść granicznych i dróg minister rolnictwa Jacek Janiszewski nazwał protestem serca. Spełnienie żądań rolników wcale nie będzie jednak okazaniem im serca.
Polski rolnik boi się Unii Europejskiej, a jednocześnie przymierza się do subwencji, jakie może dostać, gdy dołączymy do piętnastki. Ceny żywności w krajach UE są wyższe niż w Polsce - po zniesieniu barier celnych te różnice zostaną zniwelowane.
Świnie zdemolowały rynek mięsa. Takiego nadmiaru podaży jeszcze nie przeżywaliśmy. Niestety, nie ma się z czego cieszyć. Nie tylko dlatego, że najniższe od dwóch lat ceny skupu nie wpłynęły na spadek cen ani kiełbasy, ani schabowego. Mięso stało się poważnym problemem politycznym. Żeby go rozwiązać - pozostaje tylko jedno wyjście - jeść więcej świniny.
Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko z początkiem żniw ogłosił tzw. tryb nadzwyczajny funkcjonowania państwa. "Osobyj reżim". W państwowej telewizji, podporządkowanej prezydentowi prasie, oficjalnym radiu odbywa się wielki propagandowy "bój o urodzaj". Bitewna frazeologia, potoki statystyk, kombajniści - rekordziści. Ale przede wszystkim troskliwy gospodarz, co dnia - niczym deus ex machina - lądujący helikopterem wśród łanów. Dla wielu mieszkańców Białorusi to farsa, której się wstydzą, dla większości jednak (bo prezydent cieszy się poparciem większości) kojący powrót w przeszłość.
Najpierw, w poniedziałek 3 sierpnia, na przejściu granicznym w Muszynie protestujący przeciwko importowi zbóż rolnicy wysypali na tory węgierską pszenicę oraz jęczmień i kukurydzę wartości 370 tys. zł. Następnego dnia w 58 miejscach zablokowali drogi i mosty, pikietowali urzędy. Politycy koalicji rządzącej "wyrazili zdziwienie", opozycyjni - głównie z PSL - oskarżają rząd o prowokowanie rolników.
Nie ma nic dziwnego w tym, że w gorący czas żniw rolnicy blokują drogi i przejścia graniczne oraz zapowiadają, że na podobne akcje znajdą czas w każdy wtorek. Dochody ponad 65 proc. rolników nie zależą przecież od zbiorów, ale od budżetu państwa. Nie batalia żniwna jest więc dla nich istotna, lecz boje o podział publicznych pieniędzy, w istocie cudzych, gdyż wieś i rolnictwo są praktycznie wyłączone ze świadczeń na rzecz państwa. Blokada dróg jest więc tylko rozgrzewką do walki, która po wakacjach rozegra się w parlamencie.