Rozstrzygnęliśmy tegoroczną edycję konkursu stypendialnego dla młodych, obiecujących polskich naukowców. Satysfakcji przysparza to, że udało nam się zgromadzić na ten cel więcej pieniędzy, niż pierwotnie planowaliśmy. Zmartwienia – że mimo wszystko stać nas tylko na dalece symboliczny gest. Choćby dlatego akcję „Zostańcie z nami” zamierzamy powtarzać co roku.
Czy młodzi naukowcy – przyszli stypendyści „Polityki” – będą musieli (albo my za nich) zapłacić podatek od stypendium? Owszem, choć zrobimy co w naszej mocy, żeby poprzez Ministerstwo Edukacji Narodowej uzyskać zwolnienie. Właściwie wszyscy – posłowie, urzędnicy, organizacje pozarządowe – są zgodni, że obowiązujące w tym względzie przepisy są bzdurne i niesprawiedliwe, ale niestety wciąż czekają w długiej kolejce do nowelizacji.
Mijają właśnie cztery pierwsze tygodnie naszej nowej akcji publicystycznej, której uwieńczeniem będzie przyznanie już nie dwóch, jak deklarowaliśmy na początku, ale co najmniej pięciu stypendiów młodym, utalentowanym naukowcom. Wspierać desperados chce nie tylko wielki biznes, ale też osoby prywatne. Bardzo to satysfakcjonujące, gdy w słuchawce telefonu słyszymy deklarację: – Na całe 25 tys. mnie nie stać, ale chętnie podzielę się tym, co mam.
W gwałtownej dyskusji, jaką w środowisku wywołał nasz Raport o losach młodych naukowców, dają o sobie znać podziały pokoleniowe. Uczestniczyłam w kilku spotkaniach, gdzie były one bardzo widoczne. Także poczta przynosi liczne sygnały na ten temat. Pojawiają się stanowiska skrajne: pewien doktorant z jednego z najmłodszych uniwersytetów uważa, że jedyną drogą uzdrowienia sytuacji jest „radykalne cięcie – starzy na zasłużone emerytury, młodzi na zwolnione etaty”. Pewien stołeczny profesor ubolewa, że w poczekalni do świątyni wiedzy stoją już niemal wyłącznie kandydaci na przekupniów – brakuje przyszłych kapłanów.