Opowieść o sadystycznym reżimie, który za pomocą prokuratorskich siepaczy mści się na patriotach, budzi zażenowanie, politowanie albo gniew moralny. Także w PiS.
W kampanii wreszcie coś drgnęło; zeszły tydzień z wywiadem Krzysztofa Stanowskiego ze Sławomirem Mentzenem i wszystkimi nań reakcjami był jak dzwonek zapowiadający ostatnie okrążenie długiego biegu.
Kaczyński wzywa na marsz w kwietniu, Tusk organizuje swój w maju; nie żyje Richard Chamberlain, znany m.in. z seriali „Shogun” i „Ptaki ciernistych krzewów”; Trump „wściekły” na Putina i Iran; padł rekord świata w skokach narciarskich; wciąż nie odnaleziono amerykańskich żołnierzy zaginionych podczas ćwiczeń na litewskim poligonie.
W ten sposób była współpracowniczka Jarosława Kaczyńskiego staje się ofiarą reżimu Tuska i bodnarowców, krwawo represjonujących przeciwników politycznych, wedle metod z wiadomych czasów.
Barbara Skrzypek od pięciu lat cieszyła się zasłużoną emeryturą. Choć mogła, to nigdy nie chciała wejść do polityki, ale po jej nagłej śmierci Jarosław Kaczyński zdecydował inaczej.
Nawrockiego ciągnie w dół przede wszystkim sam Nawrocki. Gubi się w dosłownie każdej niewyreżyserowanej przez sztab sytuacji. Natomiast Mentzen zderza się właśnie z przykrą wyborczą rzeczywistością. To jest bardzo ciekawy wyścig.
Nawet wyborcy PiS nie chcą mieć za prezydenta kumpla kryminalistów. Zapowiadający się upadek „obywatelskiego kandydata” będzie miał daleko idące następstwa. I to następstwa z kategorii „polityczne trzęsienie ziemi”.
Zawziętą bezczelność Kaczyńskiego, Błaszczaka i ludzi PiS można wytłumaczyć psychologicznie jako synergię agresji powodowanej strachem i euforii wywołanej nadzieją na rychłe odwrócenie złego losu i powrót do władzy.
Prokuratura jest od tego, żeby przesłuchiwać, a procedury służą do tego, żeby nie było nadużyć. W tej sprawie nie wiadomo nic o tym, by nie były przestrzegane. Ale partia Jarosława Kaczyńskiego już rozpoczęła tworzenie mitu według znanego schematu.