Chłopi zdecydowali się na płodozmian. Zamiast mniej widowiskowej, bo rozproszonej blokady dróg, rozpoczęli festiwal na ulicach Warszawy. Samoobrona przemaszerowała przez miasto w ubiegłą środę. Pozostałe związki urządziły piknik z kosami i cepami na placu Piłsudskiego w niedzielę. Lista ich żądań jest tak długa, że łatwo będzie znaleźć pretekst do kolejnej demonstracji.
Najtrudniej podjąć decyzję po czterdziestce. Rząd właściwie odradza przystąpienie w tym wieku do drugiego filaru, ostrzegając, że łączna emerytura z obu filarów może być nawet nieco niższa, niż przy pozostaniu tylko w ZUS. Towarzystwa emerytalne - wręcz odwrotnie. Jeśli nawet ty nie zarobisz - przekonują PTE - to zyska twoja rodzina. Co więc robić?
Sugestywne reklamy powszechnych towarzystw emerytalnych oraz wszędobylscy akwizytorzy przekonują nas, że reforma ubezpieczeń społecznych rzeczywiście zaczęła się. Ma ona, jak utrzymują jej autorzy, zmienić zły stan rzeczy. Jak zły? Proponujemy swego rodzaju protokół zdawczo-odbiorczy polskich emerytur. Co czwarty Polak jest emerytem lub rencistą. Armia ludzi, która zakończyła swą aktywność zawodową, sięga już 10 mln, zaś pracujących (poza rolnictwem) GUS ocenia na 11 mln 700 tys. A ponieważ świadczenia wypłacane są z bieżących składek na ZUS, oznacza to, że prawie każdy pracujący ma - oprócz własnej rodziny - na utrzymaniu jednego emeryta. W tej sytuacji zadowolony nie może być nikt. W najmarniejszej kondycji wydają się być jednak ludzie starzy. Opowieści starego portfela układają się w długą historię bujania emerytów.
'emeryci ze starego portfela'. Ponieważ nie stosowano żadnego mechanizmu indeksacji, więc do 'starego portfela' należały emerytury przyznane wcześniej. Czasem władza, na przykład z okazji 22 Lipca czy 1 Maja, ogłaszała podwyżkę najniższych emerytur i rent. Wtedy część 'starego portfela' odnawiała
Od 1 marca dwustutysięczna armia akwizytorów ruszy w miasto, aby każdego pracującego, który nie skończył jeszcze pięćdziesiątki, agitować do przystąpienia do powszechnych towarzystw emerytalnych. Każdy klient wart jest dla nich co najmniej 100 zł prowizji, zrobią więc wszystko, aby podpisać umowę. Nie wszystko im jednak robić wolno.
Powszechnym towarzystwom emerytalnym (PTE) prawo nakazywało milczeć do połowy lutego. Teraz rusza kampania reklamowa, adresowana przede wszystkim do tych, którzy już pracują, ale jeszcze nie ukończyli pięćdziesiątki, czyli - bagatela - ponad siedmiu milionów Polaków. Do końca roku towarzystwa wydadzą na promocję około 250 milionów dolarów. Chcemy podpowiedzieć Czytelnikom, jak te reklamy należy czytać, by dobrze wybrać. I jak się przygotować na propozycje agentów PTE, którzy od 1 marca nagabywać nas będą w najmniej spodziewanych miejscach i momentach.
Zapowiedziany na 19 lutego desperacki strajk generalny służby zdrowia oraz coraz częstsze głosy, aby odtrąbić odwrót od nieudanej reformy, każą wrócić do spraw fundamentalnych. Przede wszystkim: po co się robi reformę? Minister Wojciech Maksymowicz powtarza, że głównie chodzi o to, aby pieniądze wędrowały (do placówek i kieszeni medyków) za pacjentem. Dla lekarzy i pielęgniarek reforma oznacza przede wszystkim - a często wyłącznie - oczekiwanie większych zarobków. Pacjenci spodziewali się łatwiejszego i skuteczniejszego leczenia, nie wymuszanego łapówkami. Po pierwszych tygodniach totalnego bałaganu wszyscy, oprócz ministerstwa, czują się mocno zawiedzeni. Nie można tego stanu rzeczy bagatelizować stwierdzeniem, że minęło za mało czasu, aby odczuć pozytywy i że wszystko jakoś się ułoży. Nie ma na to najmniejszych gwarancji. Dlatego wracamy do kwestii podstawowych: lekarzy, pieniędzy, organizacji.
niewiele przekracza 1 500 000 lirów (3000 zł) Od znieczulenia W prywatnej służbie zdrowia etaty nie są w modzie. Internista, pracujący na etacie pięć dni w tygodniu, od godz. 8 do 15, zarabia 1200-1500 zł. Opłaca się natomiast pracować na umowę-zlecenie. Wtedy od każdego pacjenta lekarz dostaje
Polski rolnik boi się Unii Europejskiej, a jednocześnie przymierza się do subwencji, jakie może dostać, gdy dołączymy do piętnastki. Ceny żywności w krajach UE są wyższe niż w Polsce - po zniesieniu barier celnych te różnice zostaną zniwelowane.
W czasie gdy w Londynie siedmiu sędziów Izby Lordów ponownie zastanawia się, czy chilijski dyktator Augusto Pinochet może wrócić do ojczyzny, lotnisko w Santiago de Chile na znak protestu bojkotuje angielskie linie British Airways. Taki sam protest, choć wyrażony językiem dyplomatycznym, zawiera list Jose Miquela Insulzy, ministra spraw zagranicznych Chile, wysłany wcześniej do Kofi Annana, sekretarza generalnego ONZ. Demokratycznie wybrany rząd Chile uważa, że ewentualny proces dyktatora poza granicami jego kraju będzie zamachem na jego suwerenność.
Pierwszą ofiarą zderzenia dwóch wielkich reform - emerytalnej i zdrowotnej - w pierwszych dniach nowego roku został Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który się natychmiast zakorkował. Do jego oddziałów w całym kraju ruszyło bowiem kilka milionów ludzi: pracodawcy, przedstawiciele wolnych zawodów oraz emeryci. Przynajmniej ci ostatni - gdyby ich lepiej poinformowano - mogli spokojnie zostać w domu. Kolejki byłyby wtedy krótsze co najmniej o połowę.
Kilka milionów Polaków nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że już w połowie lutego stanie się obiektem zmasowanego ataku. Do natarcia przystąpią Powszechne Towarzystwa Emerytalne (PTE), walczące o jak największy kawałek tortu, którego wartość w tym roku szacuje się na 4 miliardy złotych, a z każdym rokiem będzie większa. Na tort złoży się 9 proc. składek emerytalnych 5-7 milionów osób, objętych reformą systemu ubezpieczeń społecznych.
klientów. Perspektywy rozwoju zapewnia towarzystwu co najmniej 300-400 tys. członków. Ustrzelić ich można spośród rzeszy pracujących, którzy urodzili się po 1 stycznia 1949 r. Pomysłodawcy polowania, czyli autorzy reformy, podzielili ich na dwie grupy. Pierwsza to ludzie, którzy do 31 grudnia 1998
Rozpoczyna się wielkie liczenie posagu, który otrzyma od ZUS każdy pracujący, urodzony po 31 grudnia 1948 r. Oczywiście - nie do ręki, ale w formie zapisu na indywidualnym koncie. Będzie to suma, jaką do końca 1998 r. uzbieraliśmy na poczet przyszłej emerytury. Operacja jest skomplikowana, więc nasza ciekawość co do stanu własnego konta zostanie zaspokojona przez ZUS dopiero po 2003 r. "Polityka" zaspokaja ją już dzisiaj, w drukowanych poniżej tabelach.
zawodową tylko o 1 rok, mogą liczyć na zwiększenie emerytury nawet o 9 proc. Wątpliwy natomiast przywilej wcześniejszej emerytury dla kobiet oznaczać będzie wyraźnie mniejsze świadczenie.
Rozszerzają się strajki górników. Nie usatysfakcjonowała ich decyzja Senatu, gwarantująca tej branży tzw. emerytury pomostowe. Obecnie górnicy protestują już nie tylko przeciwko ustawie emerytalnej, ale również przeciwko programowi restrukturyzacji kopalń.
W Polsce jest ponad 4,5 mln osób niepełnosprawnych. 2,5 mln inwalidów należy do dawnej I i II grupy - czyli najbardziej upośledzonych życiowo. To z myślą o nich powołano zakłady pracy chronionej (zpch), które otrzymały od państwa przywileje podatkowe - aby zachęcić pracodawców do zatrudniania inwalidów. Idea była szlachetna: wesprzeć tych, którym trudniej na rynku pracy. W praktyce obróciła się we własną karykaturę. W istocie zakłady pracy chronionej wspierają głównie prywatnych właścicieli. Z naszych szacunkowych obliczeń wynika, że w zeszłym roku każdy ze 175 tys. niepełnosprawnych tu zatrudnionych przysporzył swojemu pracodawcy średnio ok. 20 tys. zł (200 mln starych!). Tak działa mechanizm przywilejów, tłoczący do zpch pieniądze, z których sami inwalidzi korzystają tylko w znikomym stopniu. Nic dziwnego, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba takich zakładów rosła lawinowo: z 561 do 2742, topnieje natomiast liczba prawdziwych spółdzielni inwalidzkich, najbardziej przystosowanych do potrzeb osób upośledzonych. Zafundowaliśmy więc sobie w sumie najmniej sprawny system wspierania niepełnosprawnych. W dodatku kryminogenny - o czym poniżej.
Wejść czy nie wejść? Oto jest pytanie, na które już wkrótce będzie musiał odpowiedzieć każdy pracujący, który przekroczył trzydziestkę, a nie dobiegł jeszcze pięćdziesiątki. Nieudane małżeństwo można rozwiązać, decyzja o skorzystaniu lub nie z drugiego filara reformy emerytalnej będzie nieodwracalna. A podjąć ją - świadomie - jest bardzo trudno.
decyzji 'wejść czy nie wejść' do II filara mamy kilka miesięcy - od 1 kwietnia do końca 1999 r. Marek Góra zachęca, aby ci, którzy zdecydują się na II filar, bardzo rozważnie wybierali towarzystwo emerytalne, któremu powierzą swoje pieniądze. Przedstawiciele funduszy radzą, aby czynić to szybko
Świnie zdemolowały rynek mięsa. Takiego nadmiaru podaży jeszcze nie przeżywaliśmy. Niestety, nie ma się z czego cieszyć. Nie tylko dlatego, że najniższe od dwóch lat ceny skupu nie wpłynęły na spadek cen ani kiełbasy, ani schabowego. Mięso stało się poważnym problemem politycznym. Żeby go rozwiązać - pozostaje tylko jedno wyjście - jeść więcej świniny.
Nóż w plecy wbiła im Danuta, choć posłużyła się cudzymi rękami - co do tego pracownicy Polskich Zakładów Zbożowych SA w Lublinie są absolutnie przekonani. To ich główny konkurent na rynku makaronów sprawił, że kapituła godła "Teraz Polska" odmówiła im właśnie prawa dalszego umieszczania znaku na opakowaniach kolanek, muszelek i spaghetti.
Żadna grupa zawodowa nie poradziła sobie tak świetnie z potencjalną konkurencją jak biegli rewidenci. Choć kandydatów do tego zawodu są tysiące, od sześciu lat żaden Polak nie uzyskał prawa jego wykonywania. Udało się tylko małej grupie obywateli z obcym, przeważnie brytyjskim paszportem, zatrudnionych w tzw. wielkiej piątce - czyli największych światowych firmach audytorskich.
"Polityka" dotarła do wstępnych, ale już wiarygodnych rozliczeń PIT za 1997 r. Okazuje się, że po latach majstrowania przy podatkach doczekaliśmy się systemu, który nie wspiera ani budowy gospodarki rynkowej, bo trzebi zamożnych, ani socjalistycznej, gdyż najuboższych uderza po kieszeni bardziej niż średniaków.
Nie ma nic dziwnego w tym, że w gorący czas żniw rolnicy blokują drogi i przejścia graniczne oraz zapowiadają, że na podobne akcje znajdą czas w każdy wtorek. Dochody ponad 65 proc. rolników nie zależą przecież od zbiorów, ale od budżetu państwa. Nie batalia żniwna jest więc dla nich istotna, lecz boje o podział publicznych pieniędzy, w istocie cudzych, gdyż wieś i rolnictwo są praktycznie wyłączone ze świadczeń na rzecz państwa. Blokada dróg jest więc tylko rozgrzewką do walki, która po wakacjach rozegra się w parlamencie.
związani. Gospodarstwa rolne, bez względu na to, jakie dochody przynoszą, nie płacą podatku dochodowego ani ich właściciele podatku od dochodów osobistych. Wchodzącą od przyszłego roku w życie reformę służby zdrowia sfinansują także pracujący poza rolnictwem. Składki za chłopów zapłaci budżet - prawie 1
Jeśli firma ze Szczecina zechce sprowadzić makrele lub dorsze z Norwegii, to jej właściciel najpierw musi udać się do Warszawy. Po zezwolenie na import, którego urzędnik nie może przecież wydać od ręki. Do 20 czerwca wystarczyło, że ryby dokładnie zbadał na granicy lekarz weterynarii, teraz najpierw ministerialny urzędnik musi obejrzeć podanie i zaakceptować nawet przejście graniczne.
Żyjemy w błogim przeświadczeniu, że warzywa to samo zdrowie, a ich spożycie tylko może nam pomóc w zachowaniu kondycji i siły. Jak każdy dogmat także i ten łatwo jednak podważyć. Źle dobrana warzywna dieta, niewłaściwe przechowywanie produktów, a także niewrażliwość na źródła ich pochodzenia mogą nas drogo kosztować. Lepiej więc uważać, co się kładzie na talerz.
Zwolennicy reklamy piwa mówią, że naród będzie fizycznie i moralnie zdrowszy, jeśli zrezygnuje z wódki na rzecz lżejszego piwa. Przeciwnikom także chodzi o naród, a zwłaszcza jego przyszłość - młodzież. Dla niej piwo jest tak samo groźne. Parlamentarzystów rozgrzewa powszechnie omijany zakaz reklamy. Jedne partie (AWS, ROP) usiłują prawo uszczelnić, inne (SLD, UW) zliberalizować. W Sejmie zwyciężyła opcja druga, ale Senat ją odrzucił. Teraz piwo znów warzy Sejm. Argumenty o wpływie reklamy na spożycie są ważkie, ale nie jedyne. W tym wszystkim chodzi również o pieniądze. Co roku przepijamy 4,5 miliarda dolarów. Na rynku zrobiło się ciasno, a każdy wytwórca chciałby sprzedać więcej. Obóz piwa zaatakował więc obóz wódki. W tej walce piwo zdaje się być mocniejsze.