Rok temu Helmut Kohl przegrał wybory. Skończyła się w Niemczech - i w Europie - jego era. Dziś niemieccy chadecy wygrywają, co chcą: wybory do parlamentu europejskiego, wybory do landtagów, wybory komunalne. Wczoraj Saarland i Brandenburgia, Turyngia i Nadrenia Północna-Westfalia, dziś Saksonia, gdzie socjaldemokraci przegrali dotkliwie także z postkomunistami, jutro Berlin. Chadecy mają powody do upojenia. Ale ostrożnie z przedwczesnymi ocenami.
Od września Niemcy całkowicie wróciły do Berlina. Wraz z przeniesieniem się na wschód rządu i parlamentu skończyła się bońska prowizorka. Gerhard Schröder jest pierwszym po Hitlerze niemieckim kanclerzem urzędującym nad Szprewą. Po ponadpółwiekowej moralnej kwarantannie, po ograniczonej suwerenności alianckiej okupacji, podziale na dwa państwa i zjednoczeniu, w zgodzie z wszystkimi sąsiadami, polityczne centrum Niemiec przesuwa się niemal nad Odrę.
asymetria wynosi mniej więcej jak 1:8, że mimo 'europejskiego cudu' polsko-niemieckiego pojednania po obu stronach utrzymują się silne animozje, że wreszcie polsko-niemiecka granica, sztucznie wytyczona w 1945 r., może nie stała się europejskim rowem tektonicznym, ale wciąż jest najtrudniejszą granicą
Po raz pierwszy rocznicę hitlerowskiej napaści na Polskę tak demonstracyjnie i intensywnie obchodziliśmy razem z Niemcami: na Westerplatte, w Warszawie, w Berlinie, a nawet w Weimarze, gdzie 30 sierpnia spotkali się ministrowie spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Francji, ukazując żywotność wspólnego "trójkąta weimarskiego". Potem, 1 września, może nie całkiem o 4.45, ale jednak wczesnym rankiem, Aleksander Kwaśniewski powitał na moście granicznym między Frankfurtem nad Odrą a Słubicami nowego prezydenta Niemiec Johannesa Raua, skąd szefowie obu państw razem polecieli do Gdańska.
zasadnicze sensy tej wizyty: spotkanie, wychowanie, pojednanie i odrodzenie w wielonarodowym sąsiedztwie i współpracy. I taka też była wymowa licznych polsko-niemieckich spotkań i uroczystości z okazji 1 września: wizyty marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego w Berlinie i koncertu Krzysztofa Pendereckiego, a
- zapomniane. O to, by otrzymały odszkodowania, stara się właśnie obecny rząd federalny. Dotyczy to w pierwszym rzędzie robotników przymusowych. I mam nadzieję, że niebawem dojdzie w tej sprawie do porozumienia. Rozmawiał Adam Krzemiński
Po śmierci Matki Teresy ze spokojnym sumieniem można powiedzieć, że Niewinność z Prowincji straciła swą dobrą reputację. Dziś w modzie są kobiety złe, mroczne i niebezpieczne. Mają około trzydziestki, są przystojne, zadbane, samotne i po trupach idą zarówno przez swe życie zawodowe jak i uczuciowe. Biorą co chcą, od kogo chcą i kiedy chcą. Odsłaniają mroczne strony kobiecości i zarazem wystawiają je na widok publiczny. Ich mitycznym wzorem jest biblijna Dalila, która była agentką Filistyńczyków, uwiodła Samsona, potem go wykastrowała, pozbawiając mocy poprzez obcięcie włosów, a następnie zginęła razem ze swym kochankiem w ruinach męskiego świata, bo taką miała fantazję.
W ciągu ostatnich tygodni zarówno w Polsce jak i w Niemczech toczą się dwie równoległe dyskusje: do jakich tradycji wojskowych mogą nawiązywać nasze armie - od niespełna pół roku sojusznicze, a od kilku tygodni współdziałające w ramach akcji pokojowej w Kosowie? I do jakich zadań wojskowych powinny się szykować nasze społeczeństwa na początku XXI wieku?
Premier Jerzy Buzek oświadczył, że Polska w negocjacjach z Unią Europejską będzie się domagać długich okresów przejściowych, nim pozwoli na swobodny obrót ziemią. Gdyby UE się na to zgodziła, to obcokrajowcy dopiero za 6 lat mogliby kupić tereny pod inwestycje, a działki rekreacyjne i ziemię rolną dopiero za 18 lat. To stanowisko rządowe jest mozolnie uzyskanym i dość pokrętnym kompromisem.
Po niedawnym wyróżnieniu Ryszarda Kapuścińskiego prestiżową Hanzeatycką Nagrodą im. Goethego nadal trwa w Niemczech dobra passa polskich autorów.
Gdy my oklaskiwaliśmy papieża w czasie jego najdłuższej pielgrzymki po Polsce, w Niemczech znowu wybuchła dyskusja na temat przerywania ciąży i dwóch nurtów w niemieckim katolicyzmie. Powodem był ostry list Jana Pawła II do niemieckich biskupów, w zasadzie żądający wycofania się Kościoła z obowiązkowego poradnictwa dla tych ciężarnych kobiet, które chcą przerwać ciążę.
To był szczyt Jelcyna. Nie tylko przyjechał do kolonii na gotowe, ale i przez chwilę ukradł widowisko prawdziwym "siedmiu wspaniałym" światowej polityki próbując się na rękę z krzepkim premierem Kanady. Było w tym trochę politycznego pozerstwa. W istocie jednak w Kolonii Rosji udało się doszlusować do ekskluzywnej grupy siedmiu najważniejszych krajów świata.
Konferencja pokojowa po I wojnie światowej zaczęła się w złym miejscu i pod złą gwiazdą. Również w polityce warto pamiętać o zasadzie: nie czyń drugiemu, co tobie niemiło, lub - w bardziej cynicznej formule Machiavellego - nie upokarzaj przeciwnika, jeśli go nie możesz zniszczyć. Tymczasem Francuzi wyreżyserowali Wersal jako rewanż za rok 1871 z zamiarem cofnięcia historii o pół wieku.
Koniec wieku korowodem okrągłych rocznic coraz szybciej zaprasza do rewizji zasług i grzechów kończącej się epoki, której granic nie wyznaczają jedynie kartki kalendarza. Zbiegają się teraz okrągłe rocznice urodzin Goethego, Mickiewicza i Puszkina. Co łączy, co dzieli trzech poetów? Co mieliby sobie powiedzieć, gdyby się spotkali przy jednym stole?
Być może garnitur niemieckiego ministra spraw zagranicznych Joschki Fischera powalany czerwoną farbą na zjeździe Zielonych (fot. obok) znajdzie się niebawem w bońskim muzeum Republiki Federalnej. W tym składowisku symboli powojennej historii Niemiec już są jego tenisówki, w których - ku oburzeniu konserwatywnej opinii publicznej - w 1985 r. składał przysięgę w heskim Landtagu jako nowo mianowany minister ochrony środowiska. Daleka droga.
Od bez mała dwóch miesięcy NATO bombarduje Jugosławię. I jest to również nasza wojna, choć polskie bomby i rakiety nie spadają na "twarde" i "miękkie" cele w Serbii czy Kosowie. Statystujemy w dramacie, który na naszych oczach zmienia oblicze Europy i być może świata. Ta wojna dostarcza nie tylko cierpień bezpośrednim uczestnikom; jest także wielkim problemem moralnym i intelektualnym. Na całym świecie trwa wojna na słowa, zażarta dyskusja o tym, co się zdarzyło i jakie mogą być skutki tych wydarzeń.
W związku z wojną w Kosowie niemal cała Europa w dokumentacjach telewizyjnych oglądała fragmenty patetycznego filmu jugosłowiańskiego o bitwie na Kosowym Polu (1389) jako przykład tego "celuloidowego nacjonalizmu", który podsycając historyczne mity przyczynił się do obecnej rzezi na Bałkanach. My uroczyście wystawiamy w Wilnie "Grunwald" Jana Matejki, by przypomnieć "braciom Litwinom" czasy naszej wspólnej świetności, kiedyśmy to razem bili kwiat zachodnioeuropejskiego rycerstwa. Równocześnie "Krzyżacy" migają na kilku kanałach polskiej telewizji. Zaskakujący akcent naszej nowej polityki wschodniej jako członka NATO. I zaskakujący nawrót do narodowego mitu, który powstał sto lat temu z rozbiorowego kompleksu.
Od 19 kwietnia niemiecki Bundestag obraduje w odnowionym za 600 mln marek budynku Reichstagu. Angielski architekt sir Norman Foster w widoczny sposób połączył dwie tradycje. Na wilhelmińskie torso poznaczone śladami niemieckiej historii XX wieku nałożył efektowną, lekką kopułę. Wyraźnie zrywa ona z architektoniczną tradycją tego budynku, którego pożar w lutym 1933 r. oznaczał koniec niemieckiej demokracji.
Cały świat patrzy na upiorne relacje z Kosowa i Belgradu. Z jednej strony eksplozje rakiet w wielkim mieście, z drugiej wypędzenie w ciągu kilku dni tysięcy albańskich Kosowarów. Czystki etniczne, masowe deportacje, pogromy i przymusowe przesiedlenia - miały miejsce od niepamiętnych czasów. Jednak stałym elementem "ostatecznego rozwiązywania" historycznych konfliktów okazały się one dopiero w wieku XX, w którym zabito i zamordowano 187 milionów ludzi, a dodatkowe miliony wygnano z dawnych stron rodzinnych do na nowo wyciętych na mapie państw narodowych. Tragedia i Kosowa, i Serbii - wyrok przesunięty o półwiecze - wpisuje się w tę ponurą tradycję.
Wśród moich polskich rozmówców ci, którzy wojnę przeżyli - jak przedstawiciele związków ofiar nazizmu - mieli wiele zrozumienia dla naszej postawy i byli bardzo konstruktywni w szukaniu dróg postępowania. Natomiast dość agresywni byli ludzie młodzi, dziennikarze czy politycy. To właśnie u tych młodych każde napomknięcie o cierpieniach niemieckich wypędzonych czy o utracie przez Niemców jednej piątej terytorium w wyniku wojny budziło gwałtowny sprzeciw.
wspólnej kultury politycznej, na którą składa się pamięć nie tylko o własnym cierpieniu. Byłoby wspaniale, gdyby Polacy w podobny sposób widzieli problem krzywd wypędzonych, w duchu społeczeństwa obywatelskiego. Rozmawiał Adam Krzemiński Dla kogo odszkodowania W latach 1939-1945 (dane z ekspertyzy prof. A
Są dwie wersje tego, co się stało w Niemczech. Jedna to burleska. Czarny charakter - lewicowy dogmatyk i ekonomiczny awanturnik - w ciągu stu dni, niczym Napoleon po ucieczce z Elby, narobił bałaganu w niemieckiej gospodarce, po czym skulił ogon pod siebie i w wieku 55 lat poszedł na suto opłacaną emeryturę. Druga wersja jest bardziej patetyczna: lewicowy reformator, który chciał się dobrać do skóry wielkiemu przemysłowi i przywrócić w Niemczech większą sprawiedliwość społeczną, został przezeń wygnany na zieloną trawkę.
Co teraz będziemy robić w Europie? Czy Polska będzie koniem trojańskim Ameryki, tak jak były nim Niemcy w epoce kanclerzy Schmidta i Kohla, czy raczej pozostanie przy swym "trójkącie weimarskim" z Francją i Niemcami?
Na pierwszy rzut oka pierwsze miesiące rządu Gerharda Schrödera wypadają nieszczególnie. Nowa koalicja Czerwono-Zielonych zbiera nie najlepsze oceny nawet u tych, którzy wiwatowali po upadku kanclerza Helmuta Kohla.
Gwarancji na szybki pokój na Bliskim Wschodzie nie ma żadnych. Już w maju może dojść do nowego wybuchu, jeśli Palestyńczycy zechcą formalnie zmienić Autonomię w Państwo Palestyńskie. Jednak na dalszą metę nie ma innego wyjścia, niż posuwanie się naprzód ku izraelsko-palestyńskiemu pojednaniu.
Wspólna waluta jedenastu państw. Jeszcze przez jakiś czas w obiegu pozostaną banknoty narodowe: marka niemiecka, francuski frank, włoski lir, hiszpańskie peso i inne. Od 2002 r. i te symbole narodowej suwerenności znikną. Jak pokazujemy w naszym raporcie - nie po raz pierwszy w dziejach Europy. Euro oznacza rewolucję o trudnym do przewidzenia ogromie konsekwencji. Przynosi kres klasycznej państwowej polityki pieniężnej. Kończy epokę narodowych walutowych egoizmów: dewaluacji, grania kursami wymiany, przerzucania kłopotów na sąsiadów i partnerów. Oznacza więc większą przewidywalność i stabilizację.
Tworzy drugą - obok dolara - a z czasem może pierwszą walutę rezerwową świata. Emitowaną nie przez państwo, ale przez unię państw. Euro wiele obiecuje, wiele daje - ale i sporo zabiera, zwłaszcza społeczeństwom dumnym i wiernym swej narodowej walucie, traktującym ją jako część własnej historii i cywilizacji. A Polacy? Jeszcze trochę za wcześnie żegnać się ze złotym, ale i my nie unikniemy dyskusji i sporów, które rozgrzały Europę.do UE na początku XXI w. także w konsekwencji pogłębi Unię w kierunku tworzenia wspólnego państwa europejskiego - ze wspólną polityką zagraniczną, militarną i socjalną.Od 1 stycznia 1999 mieszkańcy 11 krajów UE (Wielka Brytania, Dania, Szwecja i Grecja na razie się wstrzymały) będą mieli wspólną
Gwałtowne spory na temat zwrotu zrabowanych arcydzieł są w całej Europie prowadzone z punktu widzenia interesów narodowych i prywatnych, a nie europejskich. Każdy stara się odzyskać jak najwięcej z tego, co kiedyś utracił, a oddać jak najmniej z tego, co sam kiedyś zrabował, czy mniej lub bardziej legalnie uzyskał.
W inauguracyjnej mowie Gerharda Schrödera w Bundestagu nie było takich zwrotów, które przechodzą do historii, jak choćby słynna zapowiedź Winstona Churchilla "krwi, potu i łez", czy wezwanie Willy´ego Brandta, by Niemcy "odważyli się na więcej demokracji". A jednak było to przemówienie znaczące - tak dla rodaków kanclerza, jak i całej Europy.
Bardzo szybko staje się widoczny układ współrzędnych polityki zagranicznej nowego rządu niemieckiego. Do Paryża i do Waszyngtonu nowy kanclerz Gerhard Schröder pojechał natychmiast po zwycięstwie we wrześniowych wyborach. Do Londynu, Hagi i Warszawy - zaraz po zaprzysiężeniu.
Na dobrą sprawę tę powieść powinien był napisać któryś z polskich pisarzy nurtu chłopskiego, a sfilmować ją któryś z polskich reżyserów. A jednak mimo kresowych legend, mimo husarii, szwoleżerów i ułanów "Zaklinacz koni" w Polsce nie powstał.
Gerhard Schröder, zanim jeszcze został zaprzysiężony jako kanclerz, mógł być pewien, że przejdzie do historii. Nowy rząd, nowa generacja polityków, nowa stolica, nowa waluta, nowe tysiąclecie. Tak wiele tych nowości, że trzeba się z nimi obchodzić dość ostrożnie. Tylko dziury w budżecie, rekordowe bezrobocie oraz zatarte mechanizmy w państwie i gospodarce są stare.
Pierwsze wrażenie z dwóch niemieckich tygodni, jakie upłynęły od wyborów 27 września, to zdumiewająco składne i gładkie zawiązanie koalicji socjaldemokratów z - tak zdawałoby się chaotycznymi - Zielonymi. Drugie wrażenie to wyraźna ulga, z jaką Helmut Kohl pożegnał się z władzą. Wygląda na to, jakby "kanclerz zjednoczenia" czuł, że przegra, i reżyserował właśnie takie odejście: w walce, a nie przez stopniowe tracenie władzy - w partii, rządzie i państwie. Dla Kohla jest to odejście efektowne, dla jego chadecji - smętne.
16 października 1978 r. zdumiony świat poznawał nazwisko Karola Wojtyły, nowego papieża znad Wisły, a z zapartym tchem śledził tryumfalny pochód Jana Pawła II przez kraje i kontynenty.
; Ameryka Północna – 4 razy; Ameryka Południowa – 16 razy; Azja – 6 razy; Australia – 2 razy; Europa – 46 razy; w tym Polska – 7 razy: 2–10.06.1979; 16–23.06.1983; 8–14.05.1987; 1–9.06.1991; 13.08.1991; 22.05.1995 – kilkugodzinny
Polityczna Warszawa uwierzywszy, że Helmut Kohl będzie kanclerzem po wszystkie czasy, przegapiła wygraną Gerharda Schrödera. Podczas gdy cały świat gratulował tryumfatorowi w wieczór wyborczy, my zwlekaliśmy. Bill Clinton, Tony Blair, nawet Jacques Chirac byli przed nami, gdy znad Wisły dotarły chłodne powinszowania od... ministra spraw wewnętrznych Janusza Tomaszewskiego. Kiedy w nocy przyszły kanclerz zamykał się ze swymi doradcami, miał już w ręku zaproszenia do Paryża, Londynu, Waszyngtonu i Moskwy. Tylko Warszawa milczała.
To nie Helmut Kohl był tak świetny, że królował aż przez szesnaście lat. To Niemcy byli zbyt lękliwi i niepewni siebie, by zaryzykować wolną grę demokratyczną i dać szansę nowej, już powojennej formacji pokoleniowej i mentalnej. Siłą Kohla był niemiecki lęk przed ryzykiem, świadomie wybijany w kampanii wyborczej na plakatach CDU: "Bezpieczeństwo przed ryzykiem". Dlatego zwycięstwo Gerharda Schrödera oznacza całkowity przełom i epokową zmianę.
wszystko jest od 1 października dopiero przedmiotem szczegółowych rozmów koalicyjnych SPD z Zielonymi. Projektu programu nie ma, ale być nie musi. Wielka reforma, jaka się zacznie po zebraniu się nowego Bundestagu i zaprzysiężeniu nowego kanclerza, będzie reformą 'z marszu', w rezultacie gwałtownej
Skała runęła. Zwycięstwo socjaldemokratów w wyborach do Bundestagu to więcej niż osobista klęska Helmuta Kohla. To koniec pewnej ery. Mimo wszelkich zasług dla zjednoczenia Niemiec i budowy Unii Europejskiej, mimo ogromnego autorytetu za granicą, popularność kanclerza w Niemczech w ostatnich dwóch latach gasła w oczach.
Zdawałoby się, że Niemcy to już Ameryka. Kampania wyborcza toczy się niemal wyłącznie wokół osób, a nie treści. Jednak Niemcy to nie Ameryka i niemiecka przeszłość nieoczekiwanie wybuchła również w kampanii wyborczej: czy przerwać budowę monumentalnego pomnika ofiar Holocaustu, a w zamian za to odbudować zamek Hohenzollernów?
O roku ów... Bynajmniej nie 1812, z marszem Napoleona na Moskwę, którym się kończy "Pan Tadeusz", lecz 1648, któremu przygląda się dziś ta Europa, do której ponoć idziemy. W czasie gdy my w 350 rocznicę wybuchu powstania Chmielnickiego, filmowym "Ogniem i mieczem" wystawiamy celuloidowy pomnik polskiemu piekłu na Ukrainie, to nasi zachodni sąsiedzi rozpamiętują zakończenie swojego własnego piekła - wojny trzydziestoletniej.
szczyt rozprzężenia i poniżenia. W sierpniu 1648 było już po klęsce wojsk koronnych pod Korsuniem i Żółtymi Wodami. Kozaczyzna sprzymierzona z Tatarami parła na zachód. Jedyny prawosławny senator Rzeczypospolitej, wojewoda bracławski, Adam Kisiel, przedzierał się do Chmielnickiego z propozycjami
Adam Krzemiński: W Polsce wyniki badań opinii publicznej są bardzo proeuropejskie. 60-75 proc. Polaków jest za wejściem Polski do struktur euroatlantyckich. Austria jest o tyle dla nas ważna, że nas dobrze zna. Ale czy istnieją w Austrii lęki głównie przed Polską, w mniejszym stopniu przed Węgrami
To jeszcze nie jest ta właściwa kampania, choć główni matadorzy już wychodzą na arenę. Na niespełna dwa miesiące przed wyborami do Bundestagu kanclerz Kohl sprawia wrażenie lokomotywy pod parą. W popularnym programie telewizji ZDF "I co teraz..." był pełen energii, zaczepny, jak gdyby sprawowany od 16 lat urząd kanclerski wcale go nie wyjałowił i znudził.
Historia znów z nas szydzi. Kilka dni po wizycie prezydenta Kwaśniewskiego w Moskwie i przełomie w stosunkach polsko-rosyjskich wybuchła polsko-niemiecka "papierowa wojna" między Bundestagiem i Sejmem. Jak gdyby wciąż nas znosiło ku zabójczej huśtawce między Wschodem a Zachodem. Jak z jednymi dobrze, to z drugimi źle.
Austria - po raz pierwszy - objęła 1 lipca na pół roku przewodnictwo w Unii Europejskiej. Pod austriackim przewodem będzie wprowadzona wspólna waluta europejska, strategia zwalczania bezrobocia (18 milionów ludzi w UE) i rozszerzana Unia na wschód. Na pół roku jesteśmy więc w rękach bliskich sąsiadów i dobrych znajomych.