Marian Krzaklewski
przewodniczący Solidarności:
„–...wściekłość może Pana doprowadzić do płaczu?
– Nie płaczę z wściekłości, raczej popadam w stan krótkiej depresji. Ale nie patologicznej. Bo na szczęście mam w sobie geny pogodnego człowieka. Moi bliscy, kiedy usłyszeli – ostatnio modną – piosenkę o »Marianie, co ze schodów spadł...«, ułożyli nową zwrotkę, że »To nie jest wcale Marian nasz, bo on ma nadal uśmiechniętą twarz i zawsze mocno wierzy w to, że dobro zwycięży zło«”. (...)
– A nie chciałby Pan przeprosić premiera Buzka za to, że wepchnął go Pan w politykę i być może złamał mu Pan życie? Miał Pan bardzo silny wpływ na jego osobiste wybory.
– Nie było sytuacji, w których premiera »wystawiłem«. Premier, po wysłuchaniu opinii, sam decydował. Gdy przedstawiłem mu propozycję premierowania, to widziałem u niego autentyczny zapał. (...) nie sądzę, abym go w ten sposób skrzywdził. Myślę, że wręcz odwrotnie, otworzyłem przed nim jeden z najbardziej fascynujących rozdziałów życia. Być może przysporzyło mu to także cierpień, ale to stała boleść polityka i każdego człowieka, który pragnie osiągnąć coś wielkiego”.
(W rozmowie z Piotrem Najsztubem, „Viva!”, 30 XII)
Jerzy Kichler
przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce:
„ – Jest Pan człowiekiem wierzącym. Bierze Pan udział w młodym jeszcze, lecz obiecującym dialogu chrześcijaństwa z judaizmem, Polaków i Żydów. Czy Radio Maryja to jest jakiś problem, jakaś przeszkoda w tym dialogu?
– W Polsce, jak w każdej społeczności demokratycznej, ludzie mają różne poglądy na rozmaite sprawy.
Polityka
4.2002
(2334) z dnia 26.01.2002;
Opinie;
s. 88