Atak na ukraińską stolicę przeprowadzono ok. godz. 7, kiedy ludzie jechali do pracy, a ulice i środki komunikacji były zatłoczone. Na Kijów skierowano dwie fale aparatów Shahed-136 irańskiej produkcji, łącznie 28 sztuk. Ukraińska obrona przeciwlotnicza zdołała zniszczyć 11, ale inne trafiły. W większości były skierowane na obiekty cywilne w centrum miasta. Kolejne „drony kamikadze” leciały na Odessę, Dnipro i Mikołajów. Na południu kraju udało się zestrzelić 15, ale kilka dotarło do celu. W Odessie trafiły w obiekt określany jako „infrastruktura krytyczna”. W Mikołajowie było z kolei dość ciekawie – choć atakowano dzielnicę przemysłową, jedno z trzech trafień odnotowano w magazynie hurtowni farmaceutycznej. Nie wiadomo, jaką militarną korzyść przyniesie Rosji rozrzucenie ibupromu i aspiryny po okolicy. Co na to Goździkowa?
Wniosek jest jeden: Rosjanie nie mają pojęcia o ważnych celach w Ukrainie, atakują na oślep i bez sensu. Wiecie, jaki obiekt związany z siecią elektroenergetyczną zaatakowali dziś w Kijowie? Biurowiec firmy Ukrenergo. Wzięli adres z książki telefonicznej czy z Google Maps? Posługując się sprawnie choćby tym narzędziem, wybraliby lepiej.
Jest i dobra wiadomość: w Ukrainie kończą się testy amunicji krążącej o zasięgu 1000 km i całkiem solidnej głowicy bojowej o masie 75 kg. A przypomnijmy, że do Moskwy jest ok. 600 km... Byłby cyrk, gdyby ukraiński „dron kamikadze” zaatakował Kreml. Choć to oczywiście raczej nie do zrealizowania.