Świat

Kolejna gafa Bidena. Szkoda, że Trump ma tak słabego rywala

Joe Biden Joe Biden stingrayschuller / Flickr CC by 2.0
Kandydat demokratów na prezydenta po raz kolejny popisał się werbalnym rozmemłaniem. Popełnił gafę wyjątkowo niemądrą i szkodliwą, bo obraźliwą dla Afroamerykanów.

Joe Biden to żywa ilustracja tezy, że w wieku 77 lat trudno się zmienić i pozbyć własnych mankamentów. Były wiceprezydent po raz kolejny popisał się werbalnym rozmemłaniem. Popełnił gafę wyjątkowo niemądrą i szkodliwą, obrażającą Afroamerykanów. A jest to najlojalniejszy odłam demokratycznego elektoratu, któremu Biden zawdzięcza w dodatku – nieformalną jeszcze, ale praktycznie pewną – nominację do Białego Domu. To czarni zapewnili mu zwycięstwa w prawyborach w Karolinie Południowej i w superwtorek, czyniąc z niego lidera.

Czytaj też: Czy Donald Trump ma z kim przegrać?

Gdy rządzili Obama z Bidenem

W programie radiowym „The Breakfast Club” czarnoskóry dziennikarz znany jako Charlemagne wypytywał Bidena, co zrobi dla afroamerykańskich wyborców, gdy zostanie prezydentem. Nie był zachwycony odpowiedziami i pod koniec wywiadu dał prowokacyjnie do zrozumienia, że nie wie, czy go poprze. Wyraźnie poirytowany Biden odparł: „Jeśli masz problem z decyzją, czy jesteś za mną, czy za Trumpem, to nie jesteś czarny”. Innymi słowy: prawdziwy Afroamerykanin ma obowiązek na niego głosować, a poparcie obecnego prezydenta niejako wyklucza z etniczno-rasowej wspólnoty.

Według sondaży Bidena popiera 80–95 proc. czarnoskórych wyborców, choć głównie jako polityka Partii Demokratycznej z jej programami pomocy dla biednych, wyrównywania szans mniejszości, a przede wszystkim jako bliskiego współpracownika i przyjaciela pierwszego czarnoskórego prezydenta USA Baracka Obamy. 10 albo kilkanaście procent (wyniki się różnią) gotowych jest jednak głosować na Trumpa. To przeważnie Afroamerykanie o konserwatywnych poglądach, ciążący ku Partii Republikańskiej. Przekonują ich argumenty prawicy, że spadek bezrobocia w czarnej społeczności i pewna poprawa jej sytuacji materialnej to zasługa polityki gospodarczej prezydenta, tj. obniżki podatków i deregulacji (tymczasem to efekty generalnego boomu ekonomicznego, odczuwalne przynajmniej do wybuchu pandemii). Przekonują ich też przypomnienia republikanów, że rządy Obamy, z początkową demokratyczną większością w Kongresie, Afroamerykanom niewiele w gruncie rzeczy przyniosły – poza zasiłkami i kartkami na żywność. Kiedy czarnoskóry prezydent z Bidenem u boku urzędował w Białym Domu, spadały dochody i wartość nieruchomości Afroamerykanów.

Demokraci od dawna słyszą ostrzeżenia, żeby nie brali głosów Afroamerykanów za pewnik. Wskutek surowych praw globalnego kapitalizmu i podskórnych uprzedzeń Afroamerykanie, obok Indian, są w USA wciąż na dole społecznej drabiny i polityka demokratycznego establishmentu niemal nic tu nie zmieniła.

Czytaj też: Reżyser Spike Lee o rasizmie w USA

Cień poprzednich pokoleń

Wypowiedź Bidena dla „The Breakfast Club” spotkała się z burzą krytyki, także w liberalnych mediach. Następnego dnia przeprosił, oświadczając, że „nikt nie powinien głosować na jakąkolwiek partię ze względu na swoją rasę czy religię”. Afroamerykanie zapewne nieprędko zapomną mu to potknięcie. Komentatorzy zwrócili też uwagę, że Biden starał się w wywiadzie naśladować akcent i charakterystyczny slang czarnych. Przypomnieli, że od dawna zdaje się mieć do nich protekcjonalny stosunek, typowy dla części białych liberałów, zwłaszcza starszych, którzy mimo progresywnej polityki nasiąkli przesądami poprzednich pokoleń. Większości udaje się je ukrywać, gdyż znają wrażliwość Afroamerykanów. Biden nie potrafi. Kiedy Obama kandydował na prezydenta, powiedział, że to „pierwszy mainstreamowy czarny, który jest bystry, czysty i elokwentny”. Miał to być komplement.

A nie chodzi tylko o styl i gafy. Po nieszczęsnym wywiadzie Bidenowi przypomniano wszystkie grzechy wobec Afroamerykanów, gdy przez ponad 30 lat zasiadał w Senacie. Wraz z konserwatywnymi republikanami sprzeciwiał się busingowi – federalnemu programowi dowożenia czarnych dzieci do szkół w białych, lepszych dzielnicach. Do niedawna ciepło wyrażał się o kolegach z GOP, znanych obrońcach segregacji rasowej. A w latach 90. był współautorem i sponsorem ustaw o zaostrzeniu polityki karnej, mającej ograniczyć przestępczość. W praktyce godziła w Afroamerykanów, którzy trafiali do aresztów i więzień często np. za sprzedaż narkotyków, na które popyt rozkręcali głównie biali. Prawicowi publicyści przypomnieli przy okazji, że to Trump podpisał dwa lata temu uchwaloną z inicjatywy republikanów ustawę o reformie systemu sprawiedliwości, która złagodziła nieco warunki panujące w więzieniach, wydłużyła okresy zwolnień za dobre sprawowanie itd.

Wszystkie gafy Bidena

Biden nie potrafi się kontrolować, aby nie wpaść na kolejną minę na wybuchowym terenie czarno-białych relacji. Gafa z wypowiedzią dla „The Breakfast Club” będzie go kosztować więcej niż niedawne oskarżenia Tary Reade, jego byłej asystentki w Kongresie, która zarzuciła mu napaść seksualną 27 lat temu. Były wiceprezydent nie ma całkiem czystej karty, gdy chodzi o kwestię molestowania. W komisji wymiaru sprawiedliwości Senatu na początku lat 90. nie poparł Anity Hill oskarżającej o to konserwatywnego nominata do SN Clarence′a Thomasa. Na szczęście dla niego Reade traci wiarygodność (ma opinię chciwej manipulatorki).

Arogancja i pobłażliwe poklepywanie czarnych po ramieniu to poważniejszy problem. Nie znaczy to, że zaczną oni teraz popierać Trumpa, niewątpliwego rasisty. Ale mogą tak zniechęcić się do Bidena, że odpuszczą listopadowe wybory. A liczyć się będzie każdy głos.

USA mają odrażającego prezydenta: narcystycznego, mściwego bufona, w czasie pandemii szerzącego ignorancję, podważającego autorytet nauki, promującego szkodliwe pseudoleki jako remedium na zarazę, który mimo narodowego kryzysu cieszy się poparciem zaledwie ok. 40 proc. populacji. Jest amerykańską tragedią, że jego przeciwnikiem został polityk tak słaby i niezdyscyplinowany. Jego publicznych wystąpień oczekuje się z lękiem, czy znowu czegoś nie palnie. Spora część demokratów miałaby ochotę zastąpić Bidena kimś innym, np. gubernatorem stanu Nowy Jork Andrew Cuomo. Demokracja w USA rządzi się jednak innymi prawami niż polska, gdzie PO udało się wymienić Kidawę-Błońską na Rafała Trzaskowskiego, gdyż o wyborze kandydatów decydują partyjne elity. Odsunięcie Bidena – który w sondażach jeszcze prowadzi z Trumpem, choć niewiele to znaczy – unieważniałaby wolę milionów obywateli, którzy głosowali na niego w prawyborach.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Gdzie na świecie aborcja jest legalna, a gdzie kobiety muszą ją wykonywać w podziemiu?

Co roku na świecie dokonuje się ponad 40 mln aborcji – głównie w tych krajach, gdzie poziom wiedzy na temat antykoncepcji jest niski.

Redakcja
22.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną