Moje miasto

Szybkie miasto Gdynia

W Gdyni można zrobić wszystko

Gdynia obecnie, widok z apartamentowca Sea Towers. Gdynia obecnie, widok z apartamentowca Sea Towers. Tomasz Sternicki / Forum
W Gdyni można właściwie wszystko. Dzięki temu, że jest miastem modernistycznym, można robić tutaj bardzo wiele rzeczy bez obawy, że zostaną potraktowane jako ahistoryczne lub psujące pejzaż miasta.
Gdynia w latach 20.FoKa/Forum Gdynia w latach 20.

Poniższy tekst ukazał się w cyklu „Portrety Miast” w POLITYCE w 2014 r.

Geneza Gdyni leży w międzywojniu. Można pokusić się o stwierdzenie, że Gdynia to najbardziej udane dziecko II Rzeczpospolitej. II RP da się oceniać bardzo różnie – miała i wzloty, i mroczne strony, ale Gdynia jej się udała – jest wizytówką wielkiego wysiłku gospodarczego, ale też społecznego światłych elit i tysięcy ludzi, którzy przyjechali tutaj, by razem z lokalną społecznością kaszubską budować zupełnie nowe miasto. Gdynia jest więc konglomeratem przybyszów z całej Rzeczpospolitej z miejscowymi Kaszubami, którzy żyli tam od lat, utrzymując się z rolnictwa i rybołówstwa. Ten konglomerat funkcjonował dobrze, mimo wzajemnych uprzedzeń, objawiających się choćby w dowcipach. W nowoczesności świetnie się to utarło, a korzenie kaszubskie są dla gdynian tak oczywiste, że właściwie nie trzeba o nich wspominać.

Geneza miasta jest gospodarczo-polityczna. W porcie gdańskim Rzeczpospolita nie miała dobrego dostępu do morza. Co prawda gwarantowały go odpowiednie traktaty, jednak były one albo omijane, albo w szczególny sposób traktowane przez Niemców działających w Wolnym Mieście Gdańsku, więc istniała potrzeba zapewnienia możliwości pełnego, nieskrępowanego dostępu do morza. Taki jest powód zaprojektowania miasta, które powstało szybko i błyskotliwie: najpierw zaczęto budować port, dopiero potem samo miasto. Gdynia została zbudowana od linijki architektów, od pomysłu. Nie narastała warstwami, jak każde inne miasto, przez setki lat, podczas których nieustannie coś się burzy, coś dobudowuje – została pomyślana i postawiona. To widać – jest miastem bardzo modernistycznym, posiadającym z rozmachem zbudowane centrum i łączącym się z portem – co w dzisiejszych polskich warunkach jest rzadkością, bo nie ma drugiego takiego miasta, do którego port wchodzi i otwiera je jak wrota.

Wolny Gdańsk, szybka Gdynia

W Gdyni czuć morskość. W Gdańsku tego nie ma – owszem, jest tam stary, historyczny port na Motławie i statki spacerowe, jednak port jest od miasta odsunięty, nie widać go. Gdynia zaś jest prawdziwie portowa, ponieważ te dwie przestrzenie łączą się w jedno i przebywa się naraz w obu z nich.

Projekt „Gdynia” nie był pomysłem odosobnionym i wyjątkowym. Wszystko zostało sprzężone z magistralą węglową – która ze Śląska prowadziła właśnie do Gdyni – i z Centralnym Okręgiem Przemysłowym. To był zamysł, projekt, a mimo to trudno nazwać Gdynię miastem sztucznym. Jeżeli chodzi o tkankę miejską, w Gdyni – porównując ją z Sopotem i Gdańskiem – własność prywatna kamienic, domów itd. najszybciej wróciła do właścicieli, bo żyją oni – bądź ich dzieci czy wnuki – do dzisiaj. Mniej jest własności komunalnej. Tak szybka reprywatyzacja ułatwia zarządzanie, bo miasto zajmuje się rozwojem, a nie, na przykład, administrowaniem budynkami.

Łączy się to z przedsiębiorczym charakterem Gdyni. Chodził kiedyś żart odwołujący się do gdańskiej tradycji Wolnego Miasta: wolny Gdańsk, szybka Gdynia. Ten bon mot obrazuje dynamikę, rozwój i ambicje Gdyni.

Czuje się to dzisiaj, czuło się także w latach powojennych – w bardzo specyficznym klimacie, powodowanym tym, że zjeżdżało tutaj wielu marynarzy oraz ludzi, którzy przywozili rozmaite towary, o jakich w Polsce można było tylko marzyć. Tutaj były sklepy i komisy, maleńkie sklepiki i hale – i tutaj przyjeżdżali ludzie z głębi kraju, by owe frykasy kupić.

Problemów też nie brakuje

Gdynia wciąż przyciąga. Odbywa się tutaj mnóstwo znakomitych imprez i działa wiele prężnych instytucji kulturalnych: znany w całej Polsce Teatr Muzyczny, Teatr im. Gombrowicza, bardzo dobry kwartalnik literacki „Bliza”. Pod kątem kultury masowej najbardziej popularny jest Open’er, festiwal znany w Europie i na świecie, na który zjeżdżają masy ludzi.

Gdynia oczywiście nie jest wolna od problemów. Ma swoje blokowiska, które stanowią bolączkę podobnie jak w reszcie Polski. Port, który musi walczyć z konkurencją innych bałtyckich przystani – zwłaszcza gdańskiej. Lotnisko, które miało być budowane na terenie byłego lotniska wojskowego i które wzbudziło duże kontrowersje, ponieważ zostało uznane za przejaw przerostu ambicji i zderzyło się z problemami administracyjnymi na szczeblu rządowym. (Władze Gdyni były z tych powodów krytykowane, jednak tak duży i rozrastający się obszar miejski jak Trójmiasto powinien mieć drugie lotnisko, gdy jedyne działające zaczyna pękać w szwach).

Między Gdynią a Gdańskiem są antagonizmy wynikające z różnic w zarządzaniu, ale mimo że są to różne miasta, składają się one na jedną aglomerację. Zdarzają się spięcia, jednak nie należy ich demonizować. Różne genezy Gdyni i Gdańska nie mają obecnie dużego znaczenia, ponieważ Gdańsk – poza obrzeżami, takimi jak Wrzeszcz czy Oliwa – był zburzony. Odbudowa trwała dziesiątki lat, a rekonstrukcja niektórych miejsc ciągnie się do dzisiaj, bo historia Gdańska rzutuje na myślenie o tym mieście, na jego przestrzeń, a nawet na decyzje urbanistyczne. Z kolei w Gdyni można właściwie wszystko. Kilka lat temu toczyła się burzliwa dyskusja wokół najwyższego w mieście budynku o nazwie Sea Tower, widocznego już z wielu mil morskich. Niektórzy wybrzydzali, że jest on koszmarny, a Gdynia to nie Manhattan lat 50. czy 60., jednak takich budynków mogłoby powstać jeszcze kilka albo kilkanaście, bo dzięki modernistycznemu charakterowi jest tu miejsce na szaleństwo. Przeszłość nie stanowi balastu ani szantażu.

Pamięć o wydarzeniach historycznych jest jednak w Gdyni równie ważna, jak w Gdańsku. Eksponowany jest pomnik poległych w 1970 r., kiedy to największa masakra odbyła się właśnie w Gdyni, gdy ludzie szli do pracy na wezwanie I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego Stanisława Kociołka i spotkały ich serie z automatów. Różnica jest taka, że w Gdańsku trafem historii zawiązały się władze komitetu międzyzakładowego MKZ. Tam była strajkowa władza najpierw regionu, a potem całej Polski. Gdy mówi się: „kolebka Solidarności”, chodzi o Gdańsk. Jednak Gdynia jest istotna z punktu widzenia roku 1970 i konkluzji z ówczesnych wydarzeń, czyli powstania Solidarności, a później odzyskania niepodległości. Ten bardzo długi proces rozpoczął się właśnie w 1970 r.

Gdynia buduje swoją tożsamość na podstawie lokalnego patriotyzmu. Jej mieszkańcy są potomkami ludzi, którzy to miasto budowali. Biografia dzisiejszego gdynianina często przedstawia się tak, że jego dziadek przyjechał z Kielc, z Radomia, z Tarnopola albo ze Lwowa, był robotnikiem, majstrem, technikiem, inżynierem, urzędnikiem lub policjantem – i był tutaj od samego początku: wytyczania ulic, wznoszenia sklepów, budowania portu. Mimo okupacyjnych eksterminacji i wysiedleń ci, którzy przeżyli, na ogół po wojnie wracali do Gdyni. Dla gdynian niezwykle cenna jest historia ich rodów tak ściśle spleciona z mitem założycielskim.

Paweł Huelle

Pisarz, gdańszczanin z urodzenia, większość książek poświęcił swojemu miastu. Laureat Paszportu POLITYKI w 2001 r.

Polityka 35.2014 (2973) z dnia 26.08.2014; Portrety miast: TRÓJMIASTO; s. 58
Oryginalny tytuł tekstu: "Szybkie miasto Gdynia"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gdzie na świecie aborcja jest legalna, a gdzie kobiety muszą ją wykonywać w podziemiu?

Co roku na świecie dokonuje się ponad 40 mln aborcji – głównie w tych krajach, gdzie poziom wiedzy na temat antykoncepcji jest niski.

Redakcja
22.10.2020
Reklama