Kto gada, nie kręci
Kto gada, nie kręci filmu. Szef PISF rozdaje pieniądze, komu chce
„Gdyby nie Radek, nie byłoby mnie tutaj. Nie byłoby mnie w miejscu, w którym jestem” – Tomasz Karolak wygłasza tę kwestię na wstępie filmu „The End”, mającego być satyrą na filmowy show-biznes w Polsce. Może to przypadek, ale tak właśnie na imię ma dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF) Radosław Śmigulski, który dał 1,5 mln zł na dystrybucję tego tytułu. I który decyduje o tym, kto i w jakim filmie zagra lub nie zagra, przyznając fundusze. Ok. 250 mln zł rocznie od nadawców, kin, dystrybutorów i dotację z Ministerstwa Kultury.
Jak rządzi Śmigulski? Potrafi zerwać kolaudację filmu dokumentalnego, bo nie podobają mu się wypowiedzi bohatera. – On do mnie nie mówił, tylko na mnie wrzeszczał – opowiada jej przebieg Barack Heymann, autor filmu o izraelskim rzeźbiarzu „Dani Karavan. Bez taryfy ulgowej”. I dodaje: – Pracowałem w wielu krajach, zdobyłem wiele nagród i nigdy nie doświadczyłem tak zawstydzającego i katastrofalnego sposobu komunikacji i relacji jak z panem Śmigulskim.
Dyrektor wyraźnie chce kreować przekaz filmowy. Przy okazji odmowy wsparcia dla „Wesela” Wojciecha Smarzowskiego Śmigulski zarzucał filmowi „krzywdzące portretowanie Żydów”. Reżyser uznał z kolei nieprzyznanie dotacji przez PISF za decyzję polityczną.
W wypadku filmu „Klecha” dyrektor Śmigulski dotację uzależniał od zmiany reżysera Jacka Gwizdały, bo ten krytycznie wyraził się o działaniach PISF (film w końcu powstał, ale wciąż czeka na premierę). A fundacji Legalna Kultura, prowadzącej kampanię przeciw piractwu, dotację odebrał. – Na pytanie dlaczego odparł, że Legalna Kultura jest odpowiedzialna za wzrost piractwa w Polsce, bo za dużo mówimy o legalnych źródłach i przez to ludzie zaczęli interesować się nielegalnymi źródłami.