Z lewicy na stolicę
Magdalena Biejat: ostatnia nadzieja przeżywającej kłopoty lewicy? Jej wynik będzie dużo znaczył
Gdy w wyborach parlamentarnych w 2019 r. Magdalena Biejat startowała do Sejmu z czwartego miejsca na liście SLD – na listach Sojuszu byli także kandydaci Wiosny i Razem – nikt nie dawał jej specjalnych szans na mandat, a warszawska „Gazeta Wyborcza” pisała, że lewicy „brakuje znanych nazwisk”.
Dziś Biejat jest, razem z Adrianem Zandbergiem, współprzewodniczącą Razem, wicemarszałkinią Senatu oraz kandydatką szerokiej lewicowej koalicji na prezydentkę Warszawy. A więc twarzą całego środowiska na lewo od KO w jedynym widocznym na arenie krajowej wyścigu w tych wyborach, gdzie lewica może zanotować jakiś samodzielny sukces.
Z trzeciego sektora do Sejmu
Do polityki Biejat wchodzi w momencie, gdy powstaje Partia Razem. Formacja wkracza na scenę między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich w 2015 r. Bronisław Komorowski walczy o reelekcję z Andrzejem Dudą, sięgający 20 proc. wynik Pawła Kukiza destabilizuje całą scenę polityczną, wystawiona przez SLD Magdalena Ogórek – późniejsza gwiazda pisowskiego TVP Info – kończy kompromitującą kampanię z wynikiem 2,38 proc. Głównie młodzi ludzie tworzący „pierwszy zaciąg” Razem – późne roczniki 70. i wczesne 80. – nie czują się reprezentowani przez żadnego z tych kandydatów, nie odnajdują się w sporze PiS–PO i nie chcą wybierać między Dudą a Komorowskim.
Biejat przyzna w 2022 r. w rozmowie z Dominiką Wielowieyską, że w 2015 r. w drugiej turze oddała głos nieważny – podobnie jak w 2010 r., gdy w drugiej turze do wyboru był Komorowski albo Kaczyński. Słowa te spotkały się ze sporą krytyką, głównie ze strony liberalnych komentatorów i polityków, wróciły też do polityczki w kampanii w 2023 r., gdy jako kandydatka Paktu Senackiego ubiegała się o miejsce w Senacie w okręgu obejmującym zachodnie dzielnice Warszawy.