Kraj

Wadliwie powołani. SN o sędziach wybranych przez nową KRS

Sąd Najwyższy wygłasza orzeczenie w sprawie sędziów powołanych przez neo-KRS. Sąd Najwyższy wygłasza orzeczenie w sprawie sędziów powołanych przez neo-KRS. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
Sędziowie mianowani z udziałem neo-KRS nie są właściwie powołani i nie powinni orzekać, ale wyroki, które dotąd wydali, zachowują ważność – orzekł w czwartek Sąd Najwyższy.

Blisko 60 sędziów połączonych trzech Izb Sądu Najwyższego (Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych) orzekło też, że nie zachowują ważności wyroki powołanej przez PiS Izby Dyscyplinarnej, którą uznano za niespełniającą kryteriów niezależnego sądu. Z kolei orzeczenia drugiej „nowej” Izby – Kontroli Nadzwyczajnej – są ważne, ale od dziś nie może ona już orzekać, bo jej sędziowie nie są sędziami. To samo dotyczy sędziów Izby Dyscyplinarnej.

Czytaj też: PiS idzie na wojnę z Europą

Musieliśmy ogarnąć chaos

Blisko dziewięć godzin trzy połączone Izby Sądu Najwyższego obradowały nad uchwałą w sprawie pytania prawnego zadanego przez pierwszą prezes SN Małgorzatę Gersdorf w związku z pytaniami od sądów powszechnych. Dotyczyły ważności nominacji sędziów przy udziale nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Takich sędziów jest dziś ok. 560 – orzeka 330, pozostali nie zostali jeszcze powołani przez prezydenta.

Sąd Najwyższy stwierdził, że sędziów tych nominowano przy udziale neo-KRS. Ta zaś została powołana w sposób, który nie daje gwarancji niezależności tego organu.

„Jeżeli w sądzie już od jutrzejszego dnia zasiądzie sędzia powołany przez obecną KRS, to orzeczenie będzie miało wadę, którą można podnosić przed sądem odwoławczym – mówił jeden z sędziów sprawozdawców Włodzimierz Wróbel. – W tej uchwale chodzi o to, by istniał mechanizm sprawdzenia, czy orzeczenie zapadnie w warunkach, które są sprawiedliwe. Kiedy sądy przestają być sprawiedliwe, nie wiadomo, po co są. Doszło do sytuacji niepewności, czy w składzie sądu orzekają osoby uprawnione. Już mamy przypadki, gdy sądy innych krajów nie chcą z nami współpracować. Tej niepewności nie można zlikwidować uchwałą Sądu Najwyższego. To powinien zrobić ustawodawca. My możemy tylko kontrolować chaos. Jedyne, co możemy zrobić, to pokazać sądom i obywatelom bezpieczniki, wentyle bezpieczeństwa” – dodawał.

Wentylem jest właśnie możliwość skutecznego zakwestionowania prawa neosędziów do orzekania. Ale SN uznał, że nie ma tu automatyzmu i sprawę powołania każdego sędziego trzeba rozpatrywać oddzielnie. Należy badać, czy „wadliwość procesu powoływania prowadzi, w konkretnych okolicznościach, do naruszenia standardu niezawisłości i bezstronności”. Dzisiejsze orzeczenie oznacza też, że Izby Dyscyplinarna i Kontroli Nadzwyczajnej powinny przestać działać.

Czytaj też: Sędziowie pod ścianą

Jak ważna jest uchwała Sądu Najwyższego

Nie będzie powtarzania procesów, w których brali udział neosędziowie, ale można żądać wyłączenia takiego sędziego ze sprawy. Może to zrobić sam skład sądzący bez wniosku stron. Dzisiejsza uchwała SN powinna spowodować, że prezesi sądów i przewodniczący wydziałów nie będą wyznaczać neosędziów do orzekania. A jeśli będą, to inni sędziowie ze składu mogą ich wyłączyć.

Władza PiS usiłowała zablokować tę uchwałę SN. Dzień zaczął się ujawnieniem pism, które wymieniły między sobą prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska i pierwsza prezes SN Małgorzata Gersdorf. Pierwsza oznajmiła, że zawiesza postępowanie przed Sądem Najwyższym z powodu zaistnienia sporu kompetencyjnego między SN a Sejmem. Prof. Gersdorf odpowiedziała, że takiego sporu nie ma, bo przed SN nie toczy się żadne postępowanie z udziałem Sejmu.

Zdaniem marszałek Sejmu Elżbiety Witek, która poprzedniego dnia złożyła w TK wniosek o rozpatrzenie sporu kompetencyjnego, Sąd Najwyższy wkracza w kompetencje Sejmu, wypowiadając się na temat uchwalonego przez parlament prawa.

Prawo rzeczywiście nakazuje zawiesić postępowanie, jeśli dotyczy czekającego na rozstrzygnięcie w TK sporu kompetencyjnego. Tyle że trudno uznać, by wypowiadanie się co do wykładni prawa, zapisane zresztą w ustawie o Sądzie Najwyższym, było wkraczaniem w kompetencje ustawodawcy. Robią to sądy na całym świecie i jest to częścią systemu wzajemnej kontroli władz.

Podczas ogłaszania uchwały Sądu Najwyższego sprawozdawczyni sędzia Marta Romańska do tych argumentów dorzuciła jeszcze jeden: jeśli jest spór kompetencyjny, to do czasu jego rozstrzygnięcia oba organy będące w sporze zawieszają działalność. „Nic nie wiadomo, aby Sejm dzisiaj nie pracował czy zawiesił działalność” – zauważyła.

Czwartkowa uchwała wiąże wszystkie Izby Sądu Najwyższego, w tym Izbę Dyscyplinarną i Izbę Kontroli Nadzwyczajnej.

Sąd Najwyższy odpowiadał na pytanie prawne zainicjowane przez siedem składów sądów: Okręgowego w Olsztynie i Apelacyjnego w Katowicach. Dzisiejsza uchwała wiąże więc sędziów SN i pytające sądy, ale tylko w tych sprawach, w których zadały pytania. Dla pozostałych sędziów i sądów jest jednak wskazówką, która ma pierwszeństwo przed wszelkimi innymi wykładniami prawa. Rolą Sądu Najwyższego jest bowiem ujednolicanie orzecznictwa sądów powszechnych.

PiS odpowiada ustawą kagańcową

Sędziowie Izby Dyscyplinarnej i Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN są wyłączeni z orzekania mocą samej środowej uchwały SN. Natomiast uprawnienie do orzekania siedmiu neosędziów Izby Cywilnej SN trzeba będzie badać oddzielnie. Podobnie ma być z każdym neosędzia sądów powszechnych: sąd mając go w składzie będzie badał, czy w jego indywidualnym przypadku zachodzi wątpliwość co do bezstronności i niezależności.

I żeby to uniemożliwić, PiS uchwalił dziś ustawę kagańcową. Zabrania ona sędziom badania prawidłowości powołania innego sędziego, a wszelkie takie sprawy przekazuje do wyłącznej właściwości Izby Kontroli Nadzwyczajnej.

Ale PiS spóźnił się z tą ustawą. Skoro połączone Izby SN podjęły już uchwałę, to będzie ona wiązała Izbę Kontroli Nadzwyczajnej także po jej wejściu w życie (musi ją jeszcze podpisać prezydent). Nie wiadomo, czy Izba zachowa się zgodnie z prawem, czy wbrew prawu. PiS może też próbować szybko zmienić ustawę o Sądzie Najwyższym tak, aby stanowisko połączonych izb nie wiązało sędziów tej instytucji. W ten sposób pozbawiłby uchwały SN jakiegokolwiek sensu, co polityków partii Kaczyńskiego raczej nie zmartwi.

Ale cała sprawa leży przede wszystkim w rękach sędziów sądów powszechnych i administracyjnych. Mają nie tylko dzisiejszą uchwałę SN, ale też wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE, nakazujący wszystkim sądom z urzędu badanie prawidłowości powołania sędziów. Wyrok TSUE jest prawem Unii, a to ma pierwszeństwo przed ustawą krajową, także kagańcową. A więc sędziowie powinni ją pomijać i kierować się wyrokiem Trybunału i uchwałą SN.

To oznacza, że złożona wyłącznie z neosędziów Izba Kontroli Nadzwyczajnej nie może zajmować się sprawami badania legalności powołań z udziałem neo-KRS, bo sama złożona jest wyłącznie z neosędziów. Nie może być sędzią we własnej sprawie, a jej wyroki nie są wyrokami.

Władza próbuje więc zastraszać. Przygotowała nowe przepisy dyscyplinarne i uruchomiła machinę propagandową, która ma odebrać sędziom społeczne poparcie i złamać ich moralnie: telewizyjny program „Kasta” pokazujący ludzkie dramaty spowodowane wyrokami.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gdzie na świecie aborcja jest legalna, a gdzie kobiety muszą ją wykonywać w podziemiu?

Co roku na świecie dokonuje się ponad 40 mln aborcji – głównie w tych krajach, gdzie poziom wiedzy na temat antykoncepcji jest niski.

Redakcja
22.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną