Prawdziwa miłość istnieje i nigdy nie należy przestawać jej szukać. Śmiałem się sam z siebie, że tu się zarejestrowałem i że ma to niby stać się tutaj. Teraz też się śmieję, że byłem tak głupi i tak mało wierzyłem” – wspomina Tomasz, który poznał żonę na jednym z portali randkowych.
Sposób formowania się związków romantycznych w ciągu ostatnich dziesięcioleci drastycznie się zmienił. Począwszy od lat 90., internetowe serwisy randkowe zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Początkowo internauci podchodzili do nich ostrożnie. W 1999 r. zaledwie 2 proc. amerykańskich singli skorzystało z randek w sieci. Trzy lata później już 25 proc., a w 2013 r. 38 proc. z nich korzystało z portali lub aplikacji randkowych na smartfony.
Tendencja do wyklikiwania miłości narasta za oceanem, w Polsce jest podobnie. Z tegorocznych danych CBOS wynika, że 34 proc. internautów w wieku 25–34 lat poznało kogoś przez internet. Przedstawiciele tej grupy wiekowej są rekordzistami, jeśli chodzi o przenoszenie znajomości zawartych w sieci do realu. Aż 86 proc. badanych w tym wieku spotkało się twarzą w twarz z osobą poznaną w internecie.
Stygmat pogrzebany
Początkowo szukających miłości w sieci postrzegano jako nieśmiałych osobników, obarczonych fobią społeczną, bez kompetencji niezbędnych do skutecznego poderwania kogoś w „prawdziwym świecie”. Z czasem zaczęto spoglądać na użytkowników internetowych serwisów randkowych łaskawszym okiem. Desperatami określiło ich w 2005 r. 29 proc. ankietowanych przez Pew Research Center, a w zeszłorocznej edycji badania już tylko 21 proc. Ponad połowa ankietowanych stwierdziła, że „randki internetowe umożliwiają ludziom znalezienie lepszej połówki”.