Jedną z najpopularniejszych postaci średniowiecza jest Matka karmiąca Dziecię. Madonny w rozkwicie młodości i macierzyńskiego szczęścia uśmiechają się do nas poprzez wieki z płócien niezliczonych mistrzów, jednak żony właścicieli obrazów – zasobnego mieszczaństwa, szlachty czy arystokracji – zwykle doświadczały macierzyństwa zupełnie inaczej niż Maryja, rodząca w ubóstwie betlejemskiej groty. Często zaraz po urodzeniu oddawały dzieci pod opiekę mamek, czyli kobiet, które w zastępstwie matek karmiły je własną piersią. Najsłynniejszą z nich jest bez wątpienia piastunka szekspirowskiej Julii, która wspomina, jak odstawiała od piersi trzyletnią już podopieczną:
„Piołunem sobie wtedy pierś potarłam
Siedząc na słońcu tuż pod gołębnikiem.
Państwo byliście tego dnia w Mantui”.
Zaraz potem, co również jest znaczące, opowiada pozornie błahą i frywolną anegdotę, jak to mała Julcia przewróciła się i rozbiła sobie czoło, w istocie przepowiadając jej przyszłość i sceniczną intrygę:
„Mąż, świeć Panie jego duszy! podniósł
Z ziemi niebogę; był to wielki figlarz.
»Plackiem – rzekł – padasz teraz, a jak przyjdzie
Większy rozumek, to na wznak upadniesz,
Nieprawdaż, Julciu?« A ten mały łotrzyk
Jak mi Bóg miły! przestał zaraz krzyczeć
I odpowiedział: »tak«. Chociażbym żyła
Tysiąc lat, nigdy tego nie zapomnę.
»Nieprawdaż, Julciu – rzekł – że padniesz wznak?«
A mały urwis odpowiedział: »tak«”.
Ze wspomnień przebija rodzicielska wręcz bliskość, łącząca rodzinę mamki z Julią. Jednak karmicielka, która zawiodła ją jako oseska, smarując pierś piołunem, później również nie zdołała jej ocalić. Na nic się zdadzą butne zapewnienia, że Julia wyssała mądrość z jej mlekiem.